Kontakt

Zdun, druciarz, sitarz … na szlaku ginących zawodów

Przez wieki wykształciło się wiele profesji, które dawno już wyginęły, a wytwory ich rąk nadal cieszą nasze oczy. Zawody te wymarły lub są na wymarciu głównie z powodu mechanizacji, elektryfikacji i postępu technologicznego. Kołodziej, ludwisarz, powroźnik, rymarz, bednarz, cyrulik, druciarz, łaziebnik, sitarz, czy klikon to tylko niektóre z nich, które odeszły w zapomnienie.

Jeśli chodzi o druciarstwo, to pierwsze wzmianki o rzemieślnikach zajmujących się tym fachem pochodzą z XVIII wieku. Naprawiali oni sprzęty gospodarstwa domowego i wyrabiali drobne przedmioty domowego użytku z drutu. W tamtych czasach profesja ta cieszyła się dużym powodzeniem ponieważ w domostwach zawsze było coś do naprawienia. Wędrowni druciarze pochodzili głównie z biednych wsi górskich i podgórskich.

 

Po I wojnie światowej zawód zaczął zanikać, czego przyczyną było między innymi znaczące potanienie naczyń glinianych, których nie opłacało się drutować. Ostatni, nieliczni druciarze ograniczali swą działalność do wytwarzania drobnych wyrobów z drutu i domokrążczej sprzedaży.

 

Warto dodać, że druciarze stanowili jedną z najbardziej charakterystycznych i popularnych grup drobnych rzemieślników na terenie dawnej Monarchii Austro-Węgierskiej. Poza terenami ówczesnej monarchii Habsburgów, działali również na całych Bałkanach i na terenach dzisiejszej Polski. W początkach XX wieku na terenie dzisiejszej Słowacji było około 5 tysięcy druciarzy. W dwudziestoleciu międzywojennym liczba ta wielokrotnie zmalała. Produkcja skupiła się w niewielkich kooperatywach i oprócz drobnych wyrobów użytku domowego obejmowała głównie przedmioty ozdobne. Na Słowacji można obecnie obejrzeć dwie wystawy dokumentujące historię druciarstwa: w zamku Budatín i w Veľkém Rovném.

 

W dawnych wiekach bardzo popularnym rzemiosłem było także sitarstwo, którym zajmował się sitarz, polegające na tworzeniu sit, prostych urządzeń służących do oddzielania od siebie metodą przesiewania obiektów mniejszych, mogących przejść przez oka sita, od większych, pozostających na powierzchni sita. W Polsce najbardziej znany ośrodek sitarstwa to Biłgoraj (lubelskie), którego tradycje sięgają XVI wieku. Przejeżdżając te okolice Ignacy Krasicki narzekał na zły stan dróg, ale tak komplementował sam Biłgoraj:

 

Zaszczyt jego wieloraki,
Sławny w sita i przetaki,
A co większa i w jubilery niepoślednie,
Jakoś wyborne klejnoty,
Po talaru pierścień złoty,
Diamenty wielkiej wagi,
Za dwa grosze trzy szmaragi.

 

Sitarze stanowili największą grupę zawodową w Biłgoraju. Wpływały na to dwa czynniki: po pierwsze – popyt na miejscowe sita, po drugie – brak innych możliwości zarobkowania. Sitarze byli zrzeszeni w cechu, który stał na straży jakości produkcji i chronił interesy swoich członków.

 

Zależnie od przeznaczenia sita różniły się wielkością, jeśli chodzi o powierzchnię roboczą oraz wielkością oczek. Siatkę wykonywano z końskiego włosia zaś obręcze na których ją rozpinano, zazwyczaj z sosny. Sita produkowano zimą. Natomiast wiosną i latem sitarz brał swoją produkcję na plecy i „szedł w świat” szukać nabywców.

 

Sit używano w gospodarstwach domowych, ale też w chemii, fizyce i przemyśle. W gospodarstwie domowym sita pozwalały przesiać mąkę i pozbyć się z niej zanieczyszczeń oraz „robaków” np. larw mącznika młynarka. Przetaki pozwalały oczyszczać ziarno z zanieczyszczeń. W młynach sita i przetaki umożliwiały segregację mlewa na asortymenty. Przed pierwszą wojną światową działało w Biłgoraju szesnastu oprawiaczy sit, po jej zakończeniu tylko nieliczni wykonywali swój zawód.

 

W średniowieczu budową i naprawą pieców (pokojowych, kuchennych, chlebowych) trudnili się zdunowie. Jednak nie był to jeszcze wówczas zawód odrębny. Przygotowywaniem kafli i stawianiem pieców zajmowali się garncarze, którzy z czasem, gdy częściej piece stawały się standardowym wyposażeniem mieszkania podzielili się na: garncarzy i zdunów. Stąd zdunowie byli coraz liczniejsi i zakładali własne cechy. Nauka zawodu rozpoczynała się wcześnie, kandydat na zduna najpierw uczył się u mistrza, potem zostawał czeladnikiem. Czeladnik, aby zostać mistrzem musiał douczać się fachu wędrując przez dwa lata po świecie.

 

Piece kaflowe były konstrukcjami dość drogimi. Stać na nie było szlachtę, duchowieństwo, mieszczaństwo. Chłopi robili piece tylko w kuchni, „domowym sposobem” z gliny i kamienia, mające palenisko na polepie. Często były to piece typu „ruskiego”, które zajmowały 1/4 pomieszczenia i oprócz gotowania służyły jako miejsce do spania.

 

Główny koszt pieca stanowiły płytowe kafle: reliefowe i gładkie, jednokolorowe i wielokolorowe, jednakowe lub z różnorodnym planem tematycznym. W technice budowania pieców prawdziwą rewolucję spowodowało zastosowanie do ogrzewania węgla (XVIII/XIX w.). Spowodowało to konieczność budowy kanałów wewnątrz pieca i zastosowania rusztu w palenisku. Podobnym przełomem było zastosowanie w pomieszczeniach kuchennych kuchni angielskich (trzonów kuchennych) z paleniskiem przykrywanym płytami kuchennymi z fajerkami.

 

Na przełomie XIX i XX w. dawne niezależne cechy zostały podporządkowane izbom rzemieślniczym, które pilnowały wykształcenia rzemieślników, pilnowano odprowadzania podatków, wyłapywania i karania nieuczciwej konkurencji. Zwracano też uwagę na to, czy zdun zna przepisy bezpieczeństwa.

 

Po drugiej wojnie światowej, jeszcze przez wiele lat głównym źródłem ciepła w mieszkaniach, nawet na wyższych piętrach były piece. Pod koniec lat pięćdziesiątych przewagę zaczęło zdobywać ogrzewanie centralne. Zduństwo stało się zanikającym zawodem. Na przełomie wieków XX/XXI nastąpiło niewielkie ożywienie w tej branży, gdyż wzrosło zainteresowanie tradycyjnymi metodami ogrzewania. Zdunowie zajęli się też budową kominków, jednak specjalistów jest niewielu, a szkoły zawodowe zaniechały kształcenia w tym kierunku.

 

Jest jeszcze grupa zawodów o których dzisiaj już nikt nie pamięta, a które kiedyś były codziennością. Przykładem może być cyrulik inaczej balwierz, który od średniowiecza był „lekarzem od wszystkiego i niczego”. Wykonywał proste zabiegi, leczył niektóre choroby, zajmował się upuszczaniem krwi, wyrywaniem zębów czy nawet goleniem. Swoją wiedzę i umiejętności opierał na medycynie ludowej i doświadczeniu. Funkcje balwierza często pełnił tzw. łaziebnik, który pracował w łaźniach publicznych, przygotowywał kąpiele, stawiał bańki i golił. Klikon natomiast znany szerzej jako krzykacz miejski, był odpowiedzialny za ogłaszanie nowin na ulicach miasta. Najczęściej powtarzał słowa władcy lub obwieszczał ważne wydarzenia. W niektórych miastach Europy można jeszcze spotkać klikonów, którzy stanowią przede wszystkim atrakcję turystyczną. Był też ktoś taki jak:
• folusznik, czyli rzemieślnik trudniący się przygotowywaniem tkanin i czyszczeniem ubrań. Folusznik folował sukno w celu zagęszczenia tkaniny i oczyszczenia jej z tłuszczów i klejów;
• konwisarz, który zajmował się wyrobem (odlewaniem lub wykuwaniem) i obróbką przedmiotów z cyny i spiżu. Konwisarstwo znane jest od wczesnego średniowiecza;
• karpiniarz – rzemieślnik zajmujący się wykopywaniem karp pozostałych po ścięciu drzewa i przygotowaniem ich do obróbki,
• i wielu innych…

 

Zawody rzemieślnicze, o którym wyżej wspominano, jeden po drugim trafiają na listy „zawodów ginących”. Znikają wypierane przez tańszą, masową produkcję – co często znaczy – byle jaką. W dzisiejszych czasach jakość przedmiotów codziennego użytku nie jest już tak bardzo doceniana. Masowa produkcja spowodowała, że wytwory ludzkich rąk stały się dobrem luksusowym, na które nie ma zbyt wielu nabywców. Poza tym, we współczesnych czasach, wiele z tych zawodów po prostu nie miałoby racji bytu…

 

Oprac. Aleksandra Szymańska
Fot. https://pxhere.com/id/photo/734682?utm_content=shareClip&utm_medium=referral&utm_source=pxhere

 

Źródła:
• Skuza A., Ginące zawody w Polsce, z serii: „Ocalić od Zapomnienia”, Warszawa 2006
• Wawruch H., Zanikające zawody na wsi, [w:] „Rocznik Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie”, 2007 t. 24 szlakginacychzawodow.com.pl
• szlakginacychzawodow.com.pl
• ginacezawody.eu

 

Podstrony

Powiązane aktualności

Kontakt

tel. (+48) 22 380 98 00
email: sekretariat@nikidw.pl
ul. Krakowskie Przedmieście 66
00-322 Warszawa

2023 © Copyright Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi
Created by Openform