Wczytywanie

Karnawału nastał czas…

641 views

Karnawał w dawnej wsi

Życie towarzyskie dawnej wsi było silnie związane z rokiem obrzędowym. Karnawał był ważnym okresem zabawy i odpoczynku od robót w polu. Rozrywką rozpoczynającą czas zabawy i beztroski były obrzędowe rabunki. Nocą z 31 grudnia na 1 stycznia poprzebierana młodzież chodziła po wsi i kradła różne rzeczy. Dziewczęta biegały wieczorami do sąsiadów i zabierały ubranie oraz buty chłopca. Gdy nie udało się pochwycić zdobyczy, prosiły jego matkę o rzeczy delikwenta. Chłopcy wykupywali następnie części garderoby, urządzając dla dziewcząt taneczną zabawę. Przynosili wódkę, dziewczęta natomiast zakąskę.

Urządzano też zabawę polegająca na tym, że chłopcy zabierali gospodarzom i zaciągali na dachy chałup brony, pługi, części wozów i bramy, co budziło oburzenie i złość właścicieli. Zatykano również kominy, żeby piece dymiły.

Podczas karnawału dużo tańczono i śpiewano, organizowano wesela, biesiady i spotkania przy muzyce. Szczególnie obchodzone były ostatnie dni zapustów zwane ostatkami, które rozpoczynał Tłusty Czwartek. W tym dniu gospodynie gotowały tłustsze i obfitsze dania. Wieczorem po wsi chodzili przebierańcy. Zachodzili do sąsiadów, aby ich rozweselić i spłatać figla. Zwykle byli to młodzi chłopcy, którzy przebierali się za Żydów, Cyganów, dziadów, niedźwiedzie czy bociany, zakładając przy tym odpowiednie maski.

Charakterystycznym atrybutem przebierańców była słomiana lalka „cyganka”. Przebierańcy zbierali datki właśnie na nie – dość często były to jaja. Być może miało to niegdyś związek z płodnością, z magicznym charakterem obrzędu.

Najciekawsze było przebieranie się za garbatego dziada. Chłopcy zakładali kożuchy odwrócone wełną do góry i przepasane słomianym pasem, a na głowach mieli podarte stożkowe czapy. Dziad był prowadzany po chałupach by ostatecznie trafić tam, gdzie zbierały się dziewczęta na wieczornice. Wywoływało to wielki popłoch, gdyż dziad usiłował włożyć w kądziele kość, która jak wierzono, miała powodować staropanieństwo.

Zygmunt Gloger w „Encyklopedii Staropolskiej” tak pisał o zapustach: „Tak zwane maszkary zapustne, czyli karnawałowe i przebieranie się w różne kostiumy, jakiż od czasów średniowiecznych w zachodniej Europie dało początek w Polsce zwyczajowi ludowem przebierania się w Zapust za Żydów, Cyganów, niedźwiedzi, konie, kozy, bociany. Po wszystkich gospodach odbywały się tańce i hulanki. Dziewki nie pobrane za mąż i parobcy nie pożenieni ciągnęli kloc do gospody, gdzie póty lano nań wodę, aż gospodarz okupił się sutym poczęstunkiem. A potem baby skakały przez ten pień „na len” a gospodarze „na owies”, powiadając, że jak wysoko, kto podskoczy, taki wysoki będzie miał len lub owies w tym roku”.

Na czas „szalonych dni” przygotowywano szereg zwyczajowych potraw. Przykładowo w Gorlickiem były to gotowane lub smażone jajka, których spożywanie zapewniało powodzenie w zbieraniu grzybów. Powszechnie u zamożnych gospodarzy bito świnie i zapraszano na gościnę sąsiadów. Ci ucztowali, póki wszystkiego nie zjedli, a potem przenosili się do następnego domu. Magia obfitości pożywienia, mająca sprowokować urodzaje i dostatek, wyrażała się w różnych powiedzeniach, np. że w zapust trzeba jeść siedem razy lub tyle razy ile pies zamerda ogonem.

Bawiono się w karczmach i w domach. Podczas tych dni głównie „baciarowali” mężczyźni, którzy praktycznie nie opuszczali karczmy, zaś kobiety przynosiły im jedzenie. Jeśli któraś chciała zabrać swojego „chłopa” do domu, musiała go wykupić wódką.

W czasie zabaw zapustnych, najwyraźniej chyba w całej obrzędowości dorocznej, zaznaczył się magiczny charakter tańca. Tańczono na len i konopie a także na proso czy owies.

Jak podczas wszystkich świąt zwiastujących przełom, tak i w obrzędowości zapustów występowały elementy chaosu, po którym miał nastąpić powrót do stanu normalności. Chaos ten był wyrażany m.in. przez wizję innego świata, wizję opartą na poetyce absurdu i sowizdrzalskim humorze.

Nastrój ogólnej zabawy potęgowały jeszcze wesela, które urządzano jakby w ostatnim momencie, nim nastanie Wielki Post. Być może zbieżność ta nie była przypadkowa. Wesela, zwłaszcza jeszcze w XIX w. były nasycone elementami magii płodności. A w zapusty karano przecież tych, którzy nie mieli potomstwa, a więc nie wykorzystali swych biologicznych możliwości. Zapusty oznaczały dla panien na wydaniu kres nadziei na zamążpójście, bowiem następny okres wesel przypadał po żniwach.

Wieczór zapustny kończył się o dwunastej w nocy i od tego momentu zaczynał się okres Wielkiego Postu. Cichła muzyka, wszyscy rozchodzili się do domów, bo jak powszechnie mawiano diabeł przychodził i spisywał na wołowej skórze tych, którzy nie zważając na post jeszcze się bawili.

Karnawał u szlachty i mieszczan

 W wykonaniu wyższych warstw społecznych (mieszczanie, szlachta) zabawy karnawałowe polegały na organizowaniu bali maskowych i kuligów. Starsze pokolenie objeżdżało sanną wszystkie domy w sąsiedztwie i namawiało do przyłączenia się do kuligowego towarzystwa. Zebrane w ten sposób towarzystwo zajeżdżało do ostatniego domu na tańce, zabawy i ucztowanie.

Zadaniem młodzieży natomiast, było zaplanowanie całego kuligu: trasy, zabaw, domów do odwiedzenia. Podstawą zabawy młodych było wpadanie znienacka do dworku i porywanie jego domowników. Ofiarą takiego najazdu mógł paść każdy o dowolnej porze nocy. Najbardziej narażone na niespodziewane wizyty były dworki, w których mieszkały panny na wydaniu.

Z biegiem czasu kuligi zmieniały się w wystawne kawalkady przypominające ruchomy bal maskowy. W pędzących po śniegu saniach jechali uczestnicy zabawy przebrani za Żydów, Cyganów, chłopów, dziadów, wiejskie baby i dziewki.

Karnawał dzisiaj

 Z danych statystycznych wynika, że obecnie większość z nas nie bierze udziału w żadnej zabawie karnawałowej. Wynika to zapewne z wielu czynników, m.in. brak funduszy, rozluźnienie się więzi międzyludzkich, wygodnictwo.

Wciąż jednak dużą popularnością cieszą się kuligi (zwłaszcza na wsi), zakończone wspólnym biesiadowaniem przy ognisku. Również obyczajem, który nie poszedł w zapomnienie jest obrzędowa kradzież. Są wsie, gdzie nadal kultywuje się rabowanie bram i sprzętów z gospodarstwa oraz wnoszenie ich na dachy zabudowań. Zwyczaje te po dziś dzień są niezwykle popularne, co świadczy o otwartości naszego narodu na historię kultury polskiej wsi.

Oprac. Aleksandra Szymańska
Fot. domena publiczna – wikipedia.pl, „Tańce w karczmie” Włodzimierz Przerwa-Tetmajer

Źródła:
-Janicka-Krzywda U., Zwyczaje, tradycje, obrzędy, Kraków 2011
-Kaczmarzewski A., Ludowe obrzędy doroczne w Polsce południowo-wschodniej, Rzeszów 2011
-Kamocki J., Kubiena J., Polski rok obrzędowy, Kraków 2008
-Plucińska A., Polskie świętowanie: adwent, gody, zapusty, Łódź 2009
-Stańczuk E., Karnawał dawniej i dziś, [w:] „Wiadomości Rolnicze”, 2015 nr 1

 
pl_PLPolish