Pasja myśliwska była bliska Polakom prawie od zarania naszych dziejów. Zgodnie z tradycją w Europie sezon łowiecki rozpoczynał się w dniu św. Huberta, czyli 3 listopada. Jesienne łowy organizowane w majątkach ziemskich były na ogół dużymi przedsięwzięciami o znaczeniu towarzyskim. Jedną z bardziej szlachetnych form polowań uprawianą przez najwyższe warstwy społeczne były polowania „pod pierzem” czyli z sokołami, które pojawiły się w Polsce około X wieku.

Historia sokolnictwa, czyli łowów z ułożonymi do tego celu ptakami drapieżnymi sięga niemal trzech tysięcy lat. Jest to jeden z najstarszych sposobów polowania. Powstało z praktycznej potrzeby zdobywania pożywienia, jednak z czasem zyskało charakter sztuki i eleganckiej rozrywki, stając się elementem kultury łowieckiej wielu narodów, w tym Polaków.

Szczegółowy opis dotyczący sokolnictwa w naszym kraju zamieścił Zygmunt Gloger w Encyklopedii Staropolskiej:

„Książęta i magnaci do hodowli i obuczania mieli sokolników […] Bolesław Chrobry sprowadzał z dalekich krajów sokoły i sokolników. Sokolnicy u panów należeli do sług, a u panujących – do urzędników dworskich […] Ponieważ najsnadniej ułożyć się dają do polowania młode ptaki, zabierano więc je z gniazd, gdy już miały z nich wylecieć […] Na kmieci wkładano powinność pilnowania sokolich gniazd. Cygański, autor „Myślistwa ptaszego”, współczesny Batoremu, każe je chować na wieży i dobrze karmić, aby nawykły wysoko się wzbijać i nie uciekły. Młode pielęgnowano starannie i karmiono ptactwem, stawiano przy świeżej wodzie, żeby się kąpały i na słońcu suszyły. Główny warunek nauki, żeby sokół mało sypiał i był najczęściej na ręku myśliwca, przez co mu się posłusznym i do niego przywiązywał […] W czasie nauki często karmiono, nakładano na głowę kapturek, żeby nic nie widziały, pętano nogi i noszono ustawicznie na obręczy, dręcząc bezsennością, przez co traciły dziarskość i posłuszniały. Puszczano je na sznurze, żeby wracały na berło, poczem je karmiono. Przez zimę dziwoka sokolnik przywiązywał do klocka, po izbie puszczał, często brał na rękę, pokarmem przynęcał, chłodno i w ciemności trzymał. Gdy nie było dla sokołów ciemnej komory, to je zamykano w skrzyni. Na łowy niesiono wprawnego już ptaka w ręku z kapturkiem, który zdejmowano, kiedy zdobycz miał ujrzeć. Wówczas wznosił się pod obłoki, krążył, na ofiarę jak kamień spadał, zabijał, na głos powracał i pokarm otrzymywał Raroga potrzeba aby pilnowały charty, jastrzębia – wyżły. Nadto każdy rodzaj ptaków łowieckich miał osobny gatunek ptactwa, do którego mógł być użyty, któremu mógł podołać. Orły i sokoły, głównie na dropie, dzikie gęsi, czaple i żurawie puszczano, jastrzębie – na cietrzewie, kaczki i kuropatwy, krogulce – na przepiórki, gołębie, skowronki […] Prawo posiadania sokoła myśliwskiego tak oznaczało w Polsce szlachcica, jak noszenie szabli u boku”.

W Polsce początki sokolnictwa sięgają X wieku. Zgodnie z przekazami historycznymi już Bolesław Chrobry i Bolesław II Śmiały utrzymywali ptaszników z różnych krajów. W XIII wieku istniały dwie duże sokolarnie królewskie. Największa znajdowała się w Łowiczu. W tym okresie istniało tzw. prawo sokołowe (falcatio), które zobowiązywało poddanych do utrzymywania królewskich sokolarni, uczestnictwa w łowach i żywienia sokołów, a właścicieli gruntów do opieki nad gniazdami tych ptaków, które znajdowały się na ich terenach. Polowanie z sokołami było jednak wyłącznym przywilejem panujących, rzadko udzielanym zasłużonym rodom lub osobom. Nawet mistrzowie i sokolnicy układający ptaki, stanowili jedynie służbę i nie mogli uczestniczyć w łowach. W 1423 roku na Zjeździe Krakowskim ustanowiono prawo do polowania na własnych ziemiach, które przysługiwało rycerzom. Jednocześnie wprowadzono zakaz polowania z psami i sokołami od 23 kwietnia do zakończenia żniw, aby nie niszczyć zasiewów. Ustawodawstwo zawarte w traktatach litewskich z lat 1529, 1566 i 1588 spowodowało, iż, myślistwo stało się integralną częścią ekonomiki ziemiańskiej. Dzięki temu, upowszechniło się także sokolnictwo, które na przełomie XVI i XVII wieku przeżywało swój największy rozkwit. Zaczęły pojawiać się publikacje opisujące ten sposób polowania, jak „Księgi o gospodarstwie i o opatrzeniu rozmnożenia rozlicznych pożytków każdemu stanowi potrzebne” autorstwa Piotra Krescentyna (1549) czy „Myślistwo ptasze” Mateusza Cygańskiego (1584).

Za największy rozkwit sokolnictwa w Polsce uznaje się okres panowania Stefana Batorego, który założył szkoły układania sokołów i sprowadził zza granicy mistrzów sokolniczych. Sam, zwłaszcza po zakończeniu wojny moskiewskiej, w wolnych chwilach oddawał się swojej ulubionej rozrywce, korzystając z owoców swojej wcześniejszej pracy. Odnowicielem tradycji myśliwskich Stefana Batorego był Władysław IV. Upodobał on sobie zwłaszcza łowy na białe czaple, które uganiano z sokołami głównie dla rajerów – długich piór znajdujących się na głowach tych ptaków, które były modnym elementem stroju szlacheckiego. Zdarzało się, że po złowieniu czapli, jeśli nie była mocno poturbowana, wyrywano jej rajery i wypuszczano na wolność.

W XVIII wieku w wielu efektownych polowaniach na czaple brały udział także kobiety ze stanu szlacheckiego. Dużym uznaniem cieszyły się wówczas sokoły układane w Polsce, dlatego licznie przybywały po te ptaki delegacje z Hiszpanii, Niemiec czy Francji. Za jednego sokoła można było otrzymać drogocenną porcelanę, konie arabskie czystej krwi czy kilkanaście perskich dywanów. Średnio zamożny szlachcic był zazwyczaj posiadaczem jednego sokoła, pary rarogów lub jastrzębi.

Od czasów panowania króla Augusta III rozpoczął się powolny schyłek sokolnictwa, który wyraźnie zaznaczył się pod koniec XVIII wieku, w okresie panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Sztuka ta była jeszcze kultywowana na wschodnich rubieżach kraju, lecz jej dawny blask przygasał. Z początkiem XIX wieku sokolnictwo, w swej dawnej formie, przestało istnieć. Przyczyną takiego stanu rzeczy było między innymi coraz powszechniejsze używanie broni palnej, które znacznie ułatwiało pozyskanie zwierzyny. Sytuację tę trafnie opisał znakomity ornitolog hrabia Kazimierz Wodzicki „gdzieniegdzie napotyka się jeszcze sokoły, jako pozostałości po dawnych dworach magnatów, tułające się po kuchniach i drewutniach; straciwszy charakter i znaczenie tak, jak ich panowie”. W okresie rozbiorów sokolnictwo było tępione jako przyczółek polskości. Ostatecznie udało się zaborcom uśmiercić tą tradycję zupełnie.

W okresie międzywojennym, prawdopodobnie jako jedyny specjalista w Polsce, sokolnictwem zajmował się zoolog – prof. August Dehnel, autor książki „O układaniu ptaków drapieżnych do łowów” wydanej w 1937 roku. Pod koniec lat 50-tych XX wieku, dziedzinę tę zgłębiali myśliwi – Czesław Sielicki, Zygmunt Pielowski i Wacław Lesiński. Ich praca i zaangażowanie sprawiły, że pod koniec lat 60. funkcjonowały w naszym kraju dwa „ośrodki” sokolnictwa. Jednym z nich było Technikum Leśne w Tucholi, w którym grupę uczniów prowadził nauczyciel, a potem także dyrektor – Czesław Sielicki; drugą – pracownicy Stacji Badawczej Polskiego Związku Łowieckiego w Czempiniu z jej kierownikiem Zygmuntem Pielowskim. Wspólnie podjęto starania nad reaktywacją sokolnictwa w Polskim Związku Łowieckim. Z początkiem lat 70. XX wieku na skutek intensywnych starań grupy myśliwych, pasjonatów sokolnictwa i hodowli ptaków drapieżnych doszło do ożywienia zainteresowania tą dziedziną łowów. W 1972 roku Zarząd Główny Polskiego Związku Łowieckiego powołał do życia Krajowy Klub Sokolników i Ochrony Ptaków Drapieżnych – „Gniazdo Sokolników” skupiający wszystkich miłośników łowów z ptakami drapieżnymi. Pierwszym mistrzem sokolniczym został wybrany Zygmunt Pielowski. Siedzibą Klubu stała się Stacja Badawcza Polskiego Związku Łowieckiego w Czempiniu, zaś jednym z ośrodków szkoleniowych – Technikum Leśne w Tucholi. Od początku, głównym celem działalności Gniazda Sokolników było kultywowanie tradycji sokolniczych, a także ochrona ptaków drapieżnych.

Współcześni sokolnicy to nie tylko myśliwi, ale także hodowcy. To właśnie oni rozpoczęli akcję reintrodukcji sokoła wędrownego. Zajmują się również edukacją przyrodniczą, ochroną ptaków drapieżnych, jak również kultywowaniem tradycji układania i hodowli ptaków łowczych. Obecnie polowania z sokołami są w Polsce niezwykle rzadkie i postrzegane raczej jako kosztowne hobby. Zgodnie z Konwencją Waszyngtońską, dla celów sokolniczych wykorzystywane są dziś ptaki pochodzące z zamkniętych hodowli wolierowych.

Gniazdo Sokolników PZŁ (obecnie Polski Klub Sokolników) funkcjonuje jako klub Polskiego Związku Łowieckiego i podlega bezpośrednio Zarządowi Głównemu. Zajmuje się między innymi prowadzeniem specjalistycznych szkoleń z tego zakresu i wydaje własny periodyk – „Myślistwo Ptasze”. Jest członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Sokolnictwa i Ochrony ptaków Drapieżnych (IAF), skupiającego blisko 40 klubów sokolniczych z całego świata.

Tradycyjną imprezą Gniazda Sokolników organizowaną od 1973 roku, są ogólnopolskie Łowy z Sokołami – kilkudniowe, towarzyskie spotkania aktywnych sokolników z całego kraju połączone z polowaniem. Wydarzeniu towarzyszą również pokazy układania ptaków łowczych, kiermasze akcesoriów sokolniczych, wieczory dyskusyjno-filmowe, koncerty muzyki myśliwskiej czy Msze Hubertowskie.

Tekst: Joanna Radziewicz
Fot. polona.pl – domena publiczna
Fot. pixabay.com

Literatura:

1. Mąka H.: Sokolnictwo w Polsce – dawne i współczesne. Dokument dostępny w Word Wide Web: http://gniazdosokolnikow.pl/historia/sokolnictwo-w-polsce
2. Żyburtowicz, Z.: Polski rok: tradycje i obyczaje. Warszawa: „Świat Książki”, 2009.
3. Cieślikowski, M.: Sokolnictwo. Warszawa: „Multico”,

Więcej informacji o tradycjach myśliwskich w tekście:

Sezon myśliwski czas zacząć…