„Jedzą, piją, lulki palą…” – wszyscy znają ten pierwszy wers ballady Adama Mickiewicza „Pani Twardowska”. Co prawda autor nie napisał nic o tym, czym zastawione były stoły, jednak zapewne w wyobraźni każdego z nas pojawiają się liczne mięsiwa – prosięta pieczone w całości, bażanty czy nogi wołowe w galarecie. Mając w głowie takie właśnie obrazy, trudno myśleć o wegetarianizmie inaczej niż jak o modzie ostatnich lat. Tymczasem dla naszych przodków, zwłaszcza tych mieszkających na wsiach mięso było rarytasem, które jadali jedynie od święta.

 

Choć wegetarianizm wybiera coraz więcej osób, wciąż dla niektórych jest to coś nowego i niezrozumiałego. Są też tacy, którzy niejedzenie mięsa lub ograniczenie jego spożycia nazywają jedynie modą, która przeminie jak każda. Mało osób taki sposób odżywiania traktuje jako powrót do korzeni. I trudno się dziwić, skoro w ostatnich latach Polacy spożywali ok. 70 kg mięsa na osobę rocznie, a coraz bardziej popularne karczmy z kuchnią tradycyjna i regionalną kuszą wędlinami i mięsiwem. Mięso towarzyszy nam codziennie, wiele osób wręcz nie potrafi sobie wyobrazić bezmięsnego obiadu, jednak tak szeroki dostęp do tego typu produktów jest rzeczą stosunkową świeżą. Przez całe wieki tradycyjne pożywienie stanowiły właśnie potrawy jarskie.

 

Posiłki dzieliły się na te codzienne, świąteczne, postne i obrzędowe. Zwłaszcza w tych codziennych próżno było szukać mięsa. Główne miejsce zajmowały zboża, kasze i produkty mączne. Bardzo popularne były wszelkie polewki. Gotowano je np. z mąki sypanej na wodę czy mleko. Czasem dodawano do nich warzywa takie jak marchew, cebula, pietruszka lub pasternak. Powszechnie jadano także bryje z roślin strączkowych, zbóż, kasz i warzyw np. groch z kapustą, kasze z grochem czy brukiew z mąką. Często robiono także różnego rodzaju placki, racuchy czy podpłomyki z mąki, mleka i tartych warzyw. W przekazach źródłowych regularnie pojawia się mowa o barszczu. Tym mianem nazywano nie tylko np. żur, ale praktycznie każdą kwaśną zupę.

 

Wspomniana wyżej brukiew razem z rzepą, kapustą, fasolą i grochem były chyba najczęściej pojawiającymi się na stołach warzywami. Dopiero w XVIII w. pojawiły się ziemniaki. Te ostatnie, choć dziś trudno wyobrazić sobie ich brak w jadłospisie, nie od razu stały się tak popularne. Początkowo patrzono na nie z podejrzliwością i nawet w niektórych kościołach przestrzegano przed nimi, ponieważ nie było o nich wzmianki w Piśmie Świętym. Warzywnym uzupełnieniem diety był bób, soczewica, dynia czy buraki. Zbierano również młode pokrzywy, szczaw, szpinak, lebiodę oraz grzyby. Nie stroniono także od owoców – dużą popularnością cieszyły się jabłka, gruszki, śliwki, wiśnie, ale także leśne jagody czy jeżyny oraz np. owoce jarzębiny czy czarnego bzu. Robiono z nich przetwory i nalewki. Z kolei warzywa, aż do II wojny światowej jadano przede wszystkim gotowane lub w formie kiszonek, rzadko na surowo.

 

Choć dziś wieś zazwyczaj kojarzymy ze świeżymi jajkami i mlekiem prosto od krowy, dawniej nabiał i jajka były jedynie uzupełnieniem i urozmaiceniem jadłospisu. Jajkami handlowano, aby wspomóc niewielki budżet rodziny, a częstowani nimi głównie wtedy, gdy przyjmowano ważne osoby np. księdza po kolędzie.

 

Jak widać codzienne posiłki niewiele różniły się od tych, które kojarzymy z postem. Warto wspomnieć, że poszczono dawniej znacznie częściej niż dziś. Post obowiązywał nie tylko przed Wielkanocą albo w wigilię Bożego, ale także w każdy piątek, środę a nawet w soboty. Głównymi potrawami były w tym okresie kwaśne polewki, kapusta, ziemniaki oraz śledzie.

 

Najbardziej wystawne obiady w tygodniu kojarzymy z niedzielami, ale dla zwykłego mieszkańca wsi i wtedy różnica była niewielka. Mięso jadano w święta i podczas różnych uroczystości, takich jak np. wesele. Większy dostęp do niego bywał w zimie po tradycyjnym świniobiciu.

 

Dziś coraz więcej mówi się o tym jak zbawienny wpływ miałoby ograniczenie spożycia mięsa, zarówno na nasze zdrowie jak i na stan planety. Coraz więcej osób przechodzi na wegetarianizm. Z drugiej strony dieta bezmięsna wciąż dla wielu osób jest czymś nowoczesnym i niezgodnym z tradycją co jak widać nie do końca jest prawdą. Bez względu na to, jakiego wyboru w kwestii posiłków dokonamy, ważne jest, aby nie skończyć jak król Michał Korybut Wiśniowiecki. Władca ten znany był z łakomstwa i nieumiarkowania w jedzeniu i piciu. Do dziś krążą o tym legendy. Nawet powodem jego śmierci w stosunkowo młodym wieku miało być przejedzenie. Co ciekawe król podobno przejadł się nie mięsem ale… jabłkami. Zatem czy jadamy mięso czy nie, warto we wszystkim zachować umiar.

 

Tekst: Magdalena Trzaska

 

Zdjęcie – Sabrina Ripke z Pixabay