Wspólne działania- lepszy świat

Był rok 1962. W pięknej malowniczej wsi Rossosz życie toczyło się spokojnie. Wspomnienia o niedawnej okupacji hitlerowskiej były jeszcze żywe wśród mieszkańców. Trudne to były czasy dla utrzymujących się z pracy na roli. Niepotrzebne były zegary, gdyż dzień pracy wyznaczał wschód i zachód słońca. Każda pora roku wypełniona była pracą: sadzenie ziemniaków, sianokosy, żniwa, wykopki, wywózka obornika. Wszystkie prace wykonywano ręcznie. Do tego były dostawy obowiązkowe. Każde gospodarstwo miało zwierzęta, dojenie czyli tzw. obrządki spoczywały najczęściej na kobietach. Wówczas średnia dzieci w rodzinie była w granicach 4-5. Opieka nad dziećmi, gotowanie, pranie i oczywiście praca w polu nie tylko wypełniały całe dnie, ale i część nocy. W zimie, kiedy prac w polu nie było, kobiety łamały, klepały len, przędły, tkały na krosnach. Każdego wieczoru z każdego domu dochodził delikatny szum kołowrotka.

Pewnego dnia dwie kobiety (już nieżyjące) spotkały się w sklepie spółdzielczym robiąc zakupy. Jedna z nich była niedawno u kuzynki mieszkającej w okolicach Lublina i dowiedziała się, że w tamtej wsi kilka kobiet spotyka się, wspólnie pieką ciasta, rozmawiają, nawet miała okazję być na takim spotkaniu i bardzo się jej spodobało. Zaczęły się zastanawiać, czy one nie mogłyby tu w Rossoszu, spróbować podobnej działalności. Umówiły się na wieczór. Kiedy wszystkie prace były ukończone, odwiedziły kilka kobiet, którym przedstawiły swój pomysł. Czas był sprzyjający spotkaniom, bo właśnie nadchodziły długie jesienne wieczory, a prace w polu były ukończone. Większość odwiedzanych kobiet nawet ucieszyła się, że będzie mogła wyjść z domu i porozmawiać. Nadszedł czas spotkania, które odbyło się w domu jednej z nich, dla niektórych było to niemal jak święto, kilka przyniosło nawet bułki drożdżowe. Wśród beztroskich rozmów i śmiechu zaczęły planować dalsze spotkania. Odbywały się one w budynku Gminnej Spółdzielni.

 

Kobiety potrafiły wygospodarować czas i z przyjemnością przychodziły na te spotkania. Ich działania, były związane z codziennymi pracami. Podejmowały próby wprowadzania nowych przepisów kulinarnych, szatkowały kapustę, przyrządzały marynaty do ogórków i grzybów, przed świętami Bożego Narodzenia robiły ozdoby choinkowe, a przed Wielkanocą zdobiły jajka. Nawet miały magiel. Niech każda z koleżanek wniesie do naszej organizacji cząstkę swej pracy a wspólnie dużo możemy zdziałać- tak mówiła ówczesna przewodnicząca koła Helena Kaleta ( na podst. Protokołu z dn. 2 XII 1962 roku). Kobiety poprosiły miejscowego lekarza, aby przyszedł na ich spotkanie. Nie odmówił im i osobiście lub z pracującą z nim higienistką przeprowadzali pogadanki na temat higieny osobistej, dolegliwości kobiecych, a także świadomości własnego ciała. Było to wówczas bardzo ważne, gdyż wiedza o tych sprawach była na bardzo niskim poziomie. Na takie spotkania przychodzili mieszkańcy niemal z całej wsi.

Kobiety spotykały się chętnie, czuły więź między sobą i były szczęśliwe z przynależności do wspólnoty. Dzieliły się między sobą nowościami. Jedna z nich od swojej siostry dostała ultramarynę, którą dodawało się do krochmalu, aby pranie było śnieżnobiałe, więc podzieliła się nią z innymi. Kobiety podejmowały szereg inicjatyw dotyczących gospodarstw. Na zebrania zapraszały agronoma i instruktorów uprawy lnu, ogórków, hodowli kur, stosowania środków owadobójczych i chwastobójczych. Te kobiety, które posiadały kontraktację, dzieliły się z innymi swoimi spostrzeżeniami. Organizowały wyjazdy do ferm kurzych, wycieczki do Warszawy, na przedstawienia do Białej Podlaskiej. Uczestniczyły w konkursach dotyczących uprawy lnu, czystości obór i udoju mleka, czytelnictwa. Na spotkaniach czytały artykuły z czasopism: Kobieta i Życie, Gospodyni Wiejska, Rodzina i Szkoła, Drobiarstwo, Owoce Warzywa i Kwiaty, Kultura i Życie. Z ich inicjatywy odbywały się odczyty, pogadanki na różne tematy nurtujące ówczesną wieś np. zapobiegania i leczenia zapalenia wymion u krów, czy zakładania inspektów. Brały udział w organizowanych kursach kulinarnych, teleturniejach.

 

 

Współpracowały nie tylko z instytucjami na terenie gromady, ale także ze Spółdzielnią Ogrodniczą w Białej Podlaskiej. Gdy zrodził się pomysł budowy piekarni w Rossoszu, podjęły decyzję o złożeniu podania do Centralnego Związku Kółek Rolniczych, aby wydał zezwolenie na przeznaczenie funduszu z Rozwoju Rolnictwa na jej budowę. Kobiety dbały o kształtowanie postaw patriotycznych. Na zebraniu 20 stycznia 1963 roku został odczytany przez Helenę Kaletę artykuł W styczniową noc z czasopisma Kultura i Życie. Były to wspomnienia o powstaniu styczniowym. Pani Zofia Eifler opowiedziała o walkach powstańców na terenie powiatu bialskiego i zaproponowała, aby zanieść wiązankę i zapalić znicz na grobie dziewięciu powstańców znajdującym się w Rossoszu. (na podst. Protokołu z dn. 20 stycznia 1963r).

W roku 1972 oddano do użytku wybudowany w czynie społecznym budynek Gminnego Ośrodka Kultury. Nareszcie kobiety miały swoją kuchnię i swoje miejsce do spotkań. Z entuzjazmem podejmowały nowe wyzwania. Przygotowywały na wszystkie imprezy środowiskowe pyszne potrawy, wystawiały przedstawienia, organizowały spotkania z ciekawymi ludźmi, konkursy. Czasami wypożyczały swoją kuchnię i usługi kulinarne, a za zarobione pieniądze starały się zakupić naczynia i inny niezbędny sprzęt.

Pod koniec lat osiemdziesiątych część aktywnych kobiet nie miała już sił na wspólne działania, młodzi nie garnęli się do prac społecznych. Niestety, wraz z rodzącą się demokracją opadł duch wspólnego działania, również na rzecz środowiska lokalnego. Społeczeństwo ogarnęło pragnienie materializmu. Spotkania odbywały się sporadycznie, a działalność ograniczała się do wynajęcia kuchni i naczyń na wesela czy inne uroczystości.

W 2019 roku weszła w życie ustawa o reaktywacji kół gospodyń wiejskich. Panie podjęły działania, aby takie koło reaktywować w Rossoszu. Dzięki rządowemu programowi aktywizacji otrzymały finanse w kwocie pięciu tysięcy złotych. Koło wyznaczyło sobie cele: kultywowanie dorobku kulturalnego i społecznego, szerzenie dziedzictwa kulinarnego, tradycji, zwłaszcza lokalnych, wychowywanie młodego pokolenia w duchu patriotyzmu i tolerancji. Miejsce spotkań stało się miejscem, w którym przeszłość spotyka się z teraźniejszością. Obecnie działające w Kole panie podejmują różnego rodzaju inicjatywy, niektóre z sukcesami, a oto one:

Ogólnopolski konkurs Narodowego Instytutu Kultury i Dziedzictwa Wsi:
II miejsce za potrawę z gęsiny Forszmak lubelski z pampuchami,
II miejsce za Tuszonkę z gęsiny.
Wojewódzki konkurs Mistrzowie Agro:
III miejsce
Powiatowy konkurs Kobieta gospodarna i wyjątkowa:
I miejsce szarlotka Rossoskie marzenie,
I miejsce Lekko pikantna zupa jabłkowa z chipsami z boczku
II miejsce w kategorii rękodzieła- Pająk,
Powiatowy konkurs Mistrzowie Agro:
I miejsce
Konkurs ogłoszony przez Fundację Krajowej Spółki Cukrowej pod patronatem Narodowego Instytutu Kultury I Dziedzictwa Wsi:
I miejsce za najpiękniejszą dekorację mazurka wielkanocnego,
II miejsce za najbardziej pomysłową wideoprezentację związaną z konkursem Słodki mazurek.

Nagrodą jest również publikacja przepisów w książce kucharskiej Najlepsze Przepisy najlepszych Kół Gospodyń Wiejskich.

 

 

Dla nas najważniejsze jest to, że każdy członek naszego KGW może spełnić się w tym, co lubi i co potrafi. Wspólne inicjatywy są naszą pasją i będziemy się starać, aby w przyszłości były skierowane głównie na lokalną społeczność i wzbudzały aktywność wśród mieszkańców naszej
miejscowości. Jeśli pojawią się też perspektywy zaprezentowania się na szerszym forum, z wielkim zaangażowaniem będziemy podejmować wyzwania, a otrzymane nagrody zadedykujemy naszym poprzedniczkom, pierwszym społecznym działaczkom sprzed niemal sześćdziesięciu lat. Jesteśmy pełne podziwu, że już w tamtych czasach, jakże odmiennych i trudnych, potrafiły działać dla wspólnego dobra.

Urszula Tomczak

Korekta: Ewa Mioduszewska
Red. Joanna Radziewicz