Drewniane ptaszki, koniki, klepaki, bryczki, figurki ludzi i inne zabawki to znak firmowy pana Tadeusza Leśniaka, który rzemiosłem tradycyjnym trudni się praktycznie od dzieciństwa. Z cyklu „Ginące zawody” prezentujemy postać zabawkarza, dla którego jest to nie tylko hobby, lecz także sposób na życie.


Tadeusz Leśniak ze Stryszawy jest znanym twórcą  w dziedzinie zabawki ludowej, członkiem Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Na co dzień pracuje w Gminnym Ośrodku Kultury w Stryszawie, w Beskidzkim Centrum Zabawki  Drewnianej jako instruktor, pełni też funkcję Prezesa Stowarzyszenia Zabawki w Stryszawie.
Zadebiutował  w 1994 r. na ogólnopolskim Konkursie „Współczesna Sztuka Ludowa”, organizowanym. przez ZG STL w Lublinie, uzyskując wyróżnienie. Kolejne lata twórczości przyniosły Tadeuszowi Leśniakowi wiele czołowych nagród i wyróżnień. Jest laureatem m.in.: nagrody Stowarzyszenia Twórców Ludowych w Lublinie, Fundacji Cepelia w Warszawie czy nagrody Regionalnego Ośrodka Kultury w Bielsku-Białej. Brał udział w Międzynarodowym Konkursie Zabawki i Form Zdobniczych ”Fantastyczna Fauna i Flora” oraz Konkursie „Produkt regionalny Podbabiogórza”. Swoje prace prezentował na wielu wystawach w Lublinie, Bielsku-Białej, Warszawie.
Tadeusz Leśniak został odznaczony Srebrnym Krzyżem  Zasługi, Dyplomem Honorowym za udział w Międzynarodowym Festiwalu Tradycyjnego Rzemiosła w Stambule, w 2021 r. otrzymał stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Z Tadeuszem Leśniakiem rozmawia Urszula Strąk.


Kiedy zaczął Pan strugać zabawki? Czy początki były trudne?

Pierwsze moje kroki w rzeźbieniu zabawek, a właściwie ptaszków stawiałem już jako dziecko w latach szkoły podstawowej i robiłem to w ukryciu przed rodzicami. Myślę, że bali się o moje zdrowie, bo noże do obróbki drewna są ostre i jak się nie ma wprawy, można się skaleczyć. Później, gdy już zobaczyli, że mi to wychodzi, pozwolili już brać noże do ręki i rzeźbić samodzielnie. To właśnie od rodziców nauczyłem się pracy w drewnie. Byli to uznani twórcy ludowi, dodam, że za swoje prace otrzymywali nagrody i wyróżnienia w wielu konkursach. Mama, Emilia Leśniak, od 1985 roku należała do Stowarzyszenia Twórców Ludowych. W 1996 roku została uhonorowana nagrodą Ministra Kultury i Sztuki za całokształt dorobku artystycznego, a w 1999 roku nagrodą im. Oskara Kolberga. W naszej rodzinie tradycja rzeźbienia przechodziła z pokolenia na pokolenie, dziadkowie robili bardziej użytkowe rzeczy, np. łyżki, łyżniki, beczki, a zabawki były dodatkiem. Moi rodzice natomiast już zajęli się zabawkarstwem, bo na to był wtedy popyt i muszę powiedzieć, że tych zabawek w dzieciństwie miałem w domu dużo. Były to ptaszki, wózki dla lalek, samochody z drewna, koniki bujane.

Rzeźbi Pan w drewnie, czy każde nadaje się do tworzenia zabawek?

Nie każde, ja używam drewna sosny wejmutki zwanej amerykańską, ma ona duże przyrosty i mało żywicy, dlatego drewno jest miękkie i nadaje się do łatwej obróbki. Tworzę też w drewnie lipowym, wierzbowym, olchowym.

Jak przygotowuje Pan drewno do wyrobu zabawek. Jak wygląda cały proces rzeźbienia, a potem zdobienia?

Drewno kupuję z Lasów Państwowych w postaci dużych bali, potem w zależności, jakiej wielkości rzeźbę chcę zrobić, tnę je na różne wałki i kostki. Z mokrego drewna robię małe ptaszki, w ciągu jednego dnia potrafię wystrugać 50 ptaszków choinkowych, większe zabawki np. samochody czy wózki dla lalek wykonuję dłużej i z wysuszonego drewna. Na przestrzeni lat zmieniły się też kolory i farby. Kiedyś były rozpuszczane w wodzie, ale brudziły ręce dzieci podczas zabawy. Później był czas farb olejnych, ale nie były one ani ekologiczne, ani szybkoschnące. Malowanie ptaszków wyglądało wtedy tak, że jako deseczki używało się starych, wyjętych drzwi. Na nich malowało się ptaszki na biało i bardzo długo czekało aż wyschną, aby móc położyć kolejny kolor. Nasze ptaszki są bardzo kolorowe, więc proces zdobienia niekiedy trwał dosyć długo. Teraz z farbami akrylowymi jest dużo łatwiej. Po wyrzeźbieniu trzeba takiemu ptaszkowi doczepić nóżki z drucika. Niektóre ptaszki, zwłaszcza choinkowe, są nie tylko malowane, ale i lakierowane.

A jakich narzędzi używa Pan do rzeźbienia? Czy one są przekazywane z pokolenia na pokolenie?

Mam jeszcze stare narzędzia, które dziadkowie czy rodzice robili własnoręcznie. Mam też swoje, które sam zrobiłem, bo nie mogłem ich kupić. Drewniane koniki robiło się kiedyś na tzw. dziadku, jest to rodzaj imadła, ośnik służy do grubszego ścinania drewna, a nóż, czyli gnyp pozwala już precyzyjnie wycinać z drewna. Oprócz tych narzędzi obecnie używam też wyrzynarek i pił, ale do zrobienia dużo większych zabawek. Taki właśnie, zrobiony przeze mnie dudek, który jest mojej wysokości, stoi u nas w Centrum Zabawki Drewnianej obok bryczki, która pomieści nawet cztery osoby. Takie rzeczy trudno byłoby wyrzeźbić tylko nożem, dlatego też używam narzędzi elektrycznych.

Czyli na przestrzeni lat zmienił Pan technikę wykonywania zabawek?

Tak i nie. Jak już wspomniałem, do wyrobu dużych koników używam narzędzi elektrycznych. Ptaszki wykonuję tylko ręcznie, tutaj potrzeba lat wprawy i sprawnej ręki. Każdy rzeźbiarz ma swój styl. Potrafię rozpoznać nie tylko swojego własnoręcznie zrobionego ptaszka, ale także te, pochodzące od konkretnej rodziny z naszej okolicy. Każda rodzina robi charakterystyczne kształty zabawek i inaczej maluje farbami. Podobne do siebie zabawki różnią się tym między sobą i ja te różnice jestem w stanie rozpoznać.


Ptaszki i koniki ma Pan w swoim repertuarze, jakie jeszcze inne rzeźby Pan tworzy?

Oprócz tradycyjnych „rajskich ptaszków” ze Stryszawy (sów, puchaczy, dzięciołów, dudków, sójek, kogutów) i ich kompozycji na gałązkach lub z gniazdami, rzeźbię jeszcze koniki, klepoki, a także pary w strojach ludowych, bryczki, taczki, szopki i inne rzeźby. Niektóre rzeczy robię na osobiste zamówienie.

Czy ma Pan następcę? Kogo stara się pan uczyć fachu?

Tak się złożyło, że mam córkę, która pięknie maluje na szkle, ale nie przejęła po mnie tradycji rzeźbienia w drewnie. Prowadzę jednak warsztaty dla dzieci i tam przekazuję swoje umiejętności. Już od 1994 roku, z przerwą spowodowaną pandemią, uczę dzieci rzeźbienia w Beskidzkim Centrum Zabawki Drewnianej w Stryszawie.  Na organizowane przez Urząd Gminy, Ośrodek Wojewódzki i Ministerstwo Kultury i Sztuki warsztaty, dzieci przychodzą za zgodą rodziców. Tam stawiają swoje pierwsze kroki, obrabiając drewno i niejednokrotnie kaleczą sobie dłonie. Bo muszę powiedzieć, że jest to, przynajmniej na początku, niebezpieczne zajęcie. Prowadziłem też warsztaty pokazowe organizowane przez ówczesną Cepelię m.in. w Hiszpanii, Francji, Niemczech, Austrii i we Włoszech.

Obecnie pełni Pan funkcję Prezesa Stowarzyszenia Zabawki w Stryszawie. Czym zajmuje się to Stowarzyszenie?

Główna działalność opiera się na dokumentowaniu i podtrzymywaniu tradycji zabawkarstwa w Stryszawie. Wystąpiliśmy też do Narodowego Centrum Kultury o wpisanie naszego zabawkarstwa na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Polski i się udało. Od 2016 roku jesteśmy na tej liście, ale staramy się o więcej – wpis do UNESCO. Aby zaprezentować naszą miejscowość w tej sprawie byliśmy z wystawą w Paryżu, w siedzibie UNESCO. Oprócz rzeźbiarzy, był też zespół pieśniarzy i panie hafciarki. Co roku, w pierwszy weekend czerwca organizujemy Święto Zabawki w Stryszawie, jest to 2-3 dniowa impreza, podczas której występują zespoły ludowe, odbywa się kiermasz, a kilkudziesięciu twórców pokazuje, jak robi się zabawki. Wszystko po to, aby ta nasza tradycja nie była zapomniana. W tym roku, przez pandemię, Święto Zabawki odbędzie się z mniejszym rozmachem.

Jest Pan też instruktorem w Beskidzkim Centrum Zabawki Drewnianej Gminnego Ośrodka Kultury w Stryszawie, na czym polega Pana praca i co mieści się w tym Centrum?

Przede wszystkim prowadzę zajęcia rzemiosła tradycyjnego dla dzieci i dorosłych, należy do nich rzeźba, malowanie na szkle, wyplatanie koszyków, tworzenie z gliny. Niedługo będę organizował wystawę twórczości Andrzeja Sikory, rzeźbiarza – medaliera. Mam 700 jego prac, które przekazała rodzina. Kolejna wystawa to będą obrazy malarza, Władysława Fronta. Oprócz tych wystaw czasowych mamy także stałą wystawę zabawek, którą można zwiedzać teraz w reżimie sanitarnym. W jednym z dwóch budynków, które mamy do dyspozycji, wyremontowanym w 2010 roku mieści się siedziba Gminnego Ośrodka Kultury i Beskidzkie Centrum Zabawki Drewnianej. W drugim, wyremontowanym i zaadaptowanym na cele kulturalne, Domu Zabawkarza, na poddaszu znajduje się sala wystawowo-warsztatowo-konferencyjna. W tych obiektach prowadzimy naszą działalność polegającą na kultywowaniu i promowaniu słynnej tradycji zabawkarstwa stryszawskiego. Rocznie, Centrum Zabawki odwiedza 10 tysięcy gości, często są to grupy zorganizowane. Zapraszamy ich do zwiedzania naszej stałej wystawy zabawek oraz na zajęcia i warsztaty twórcze. Organizujemy też, co dwa lata naprzemiennie, konkursy: „Patroni naszych kościołów” i „Plener Władysława Fronta”. W pierwszym, nieprofesjonalni rzeźbiarze z całej Polski przysyłają prace o świętych, wykonane z drewna, kamienia czy też gliny, powstaje potem z nich wystawa.  Drugi to „Plener Władysława Fronta”, podczas którego artyści przez tydzień malują obrazy, on również kończy się wystawą prac.

Czy teraz jeździ Pan na targi i kiermasze ludowe?

Ostatnio nie, ponieważ z powodu pandemii takie imprezy prawie się nie odbywają, ale kiedyś jeździłem i dodatkowo musiałem pogodzić te wyjazdy z pracą zawodową. Bywałem na kiermaszach w całej Polsce: Krakowie, Lublinie na Jarmarku Jagiellońskim, Warszawie w Muzeum Etnograficznym, gdzie miałem dodatkowo zajęcia twórcze czy Gdańsku.  Ludzie, podchodząc do stoiska często szukali już konkretnych rzeźb i ptaszków, mając już nawet niesamowicie bogate ich kolekcje i kupując te, których im właśnie brakuje. Starałem się też rzeźbić na stoisku, aby pokazać warsztat i zainteresować zwiedzających. Moje zabawki kiedyś można było też kupić w Cepelii, a teraz na kiermaszach albo bezpośrednio u mnie.

Skąd pochodzi 200-letnia tradycja rzeźbienia drewnianych ptaszków stryszawskich?

Tego do końca nie wiemy. Jedna z wersji wiąże się z pewną legendą. Jeden z mieszkańców, w dzieciństwie, został wysłany do Kalwarii Zebrzydowskiej na służbę do pustelnika, który zajmował się rzeźbieniem w drewnie. Chłopak przebywał tam około roku, nauczył się rzeźbić ptaszki i gdy już wracał do domu, pustelnik dał mu poniemiecki album z ptakami. Chłopak wrócił do Stryszawy i zaczął rzeźbić, wzorując się na albumie. Potem sprzedawał ptaszki, które zrobił. Gdy sąsiedzi zauważyli, że zabawki dobrze się sprzedają, zaczęli całymi rodzinami zajmować się ich rzeźbieniem. W pewnym momencie już około 20 rodzin wytwarzało i sprzedawało zabawki, tak więc w ten sposób, według legendy, Stryszawa i okoliczne wsie stały się ośrodkiem zabawkarstwa.

Czyli Pana rodzinna Stryszawa to miejscowość, którą warto odwiedzić?

Warto, zwłaszcza z dziećmi, bo mamy Park Drewnianej Zabawki Ludowej z dużymi drewnianymi zabawkami, Dom Zabawkarza, gdzie jest odwzorowany warsztat jego pracy. Mamy przewodników, którzy oprowadzają po Centrum Zabawki i opowiadają o historii zabawkarstwa stryszawskiego. Zapraszamy więc do zwiedzania całe rodziny, a także grupy zorganizowane.

Korekta: Elżbieta Osińska-Kassa
Fot. Tadeusz Leśniak, Tomasz Bylina, Gutek Zegier
Red. Joanna Szymańska-Radziewicz
Red. A.S.