Dnia 7 kwietnia obchodzimy Dzień Pracownika Służby Zdrowia. Z tej okazji wszystkim, którzy wykonują ten trudny zawód, pragniemy złożyć najserdeczniejsze życzenia zdrowia i zadowolenia z pracy. Doceniając Wasze zaangażowanie chcemy podziękować i życzyć wytrwałości w realizacji zadań oraz chęci do stawiania czoła coraz trudniejszym wyzwaniom.
Nawiązując do tego Dnia warto przypomnieć, w jaki sposób kształtowała się znana nam dziś medycyna oraz jakie są związki między medycyną a kulturą ludową. Zapraszamy do lektury.

Medycyna naukowa jest dyscypliną młodą, otwartą, która czerpiąc z dorobku innych dyscyplin naukowych, ciągle zmienia, specjalizuje, rozwija i poszukuje coraz doskonalszych, bardziej skutecznych środków i metod terapeutycznych. A jednocześnie to nauka bardzo stara, ponieważ walka z chorobami i ułomnościami ludzkiego organizmu, są stare jak ludzkość. Te najdawniejsze poglądy na choroby oraz zależne od nich praktyki lecznicze zachowały się najdłużej w kulturze i medycynie ludowej. Podobieństwa oraz wymiana doświadczeń pomiędzy medycyną oficjalną i medycyną ludową istniały od zawsze. Zmieniał się jednak charakter i jakość tych powiązań.

Medycyna dawna, tradycyjna, ludowa – w wielu przejawach będąca obecnie przeżytkiem – była rozległą, złożoną dziedziną wiedzy, w której mieszały się, współistniały i splatały doświadczenia i pewne elementy racjonalne oraz magia, praktyki mistyczne, a także niezliczone przesądy i zabobonne praktyki. Zmieniała się i wzbogacała poprzez kontakt z dworem, kościołem, szkołą, które to instytucje tradycyjnie zajmowały się także leczeniem pospólstwa, świadczeniem pomocy medycznej, a przy okazji przekazywały mu posiadane wiadomości i umiejętności. Lecznictwo ludowe zmieniało się także, w pewnym przynajmniej sensie pod wpływem medycyny oficjalnej i służb medycznych, które w ramach różnych pożytecznych inicjatyw społecznych próbowały dotrzeć do ubogich chorych potrzebujących pomocy, żyjących zarówno w miastach, jak i na wsi.

Rozwój medycyny, jako dyscypliny naukowej w Polsce

W Polsce uniwersytety z fakultetami medycznymi powstawały już w XIV w. Fakultet medyczny miała najstarsza nasza wyższa uczelnia: słynna Akademia Krakowska założona w 1364 r. Jej najzdolniejsi i najsławniejsi absolwenci, profesorowie, doktorzy medycyny, zwyczajowo bywali lekarzami nadwornymi królów i wielmożów polskich. Niestety wydziały medyczne najstarszych polskich uczelni podupadały już na przełomie XVI i XVII w. Studia te były, bowiem niezwykle trudne i wymagające dużych nakładów pieniężnych. W 1750 r. w stołecznej Warszawie, liczącej 70 tys. mieszkańców było zaledwie 3 praktykujących lekarzy i 10 cyrulików; zaś w całej Galicji po pierwszym rozbiorze było 11 lekarzy i trudnili się oni głównie prywatną praktyką.
Poprawę przyniosły dopiero reformy Sejmu Czteroletniego Wielkiego (1788-1792) oraz Komisji Edukacji Narodowej, które spowodowały przełom i nieznany dotąd postęp w medycynie polskiej. Zasługi na tym polu położył sam Hugo Kołłątaj, któremu sprawy zdrowia i powodzenia obywateli leżały zawsze na sercu; a także ks. Stanisław Staszic. Reformy tego pierwszego odnośnie lecznictwa przede wszystkim kładły nacisk na kształcenie fachowej kadry lekarskiej.

Jako ciekawostkę warto dodać, że aż do XVIII w. na fakultetach medycznych była wykładana tzw. medycyna humoralna, wywodząca się ze starożytnej nauki Hipokratesa, o czterech podstawowych cieczach, sokach ustrojowych, zwanych humorami, przyjętej jako podstawa fizjologii człowieka i patologii.

W XVIII w. – zgodnie z teorią humoralną – kondycja i zdrowie człowieka miały zależeć od stanu, poziomu i równowagi jego wewnętrznych soków, czyli podstawowych czterech humorów: krwi, śluzu, żółci oraz żółci czarnej. Gdy soki pozostawały w równowadze, wówczas człowiek cieszył się dobrym zdrowiem i samopoczuciem.
Przy słabej kondycji zdrowotnej masowo stosowano leki i zabiegi mające oczyścić organizm z

nadmiaru szkodliwych substancji. Jeszcze w XVIII w. wszelkie środki napotne, na wymioty, lewatywy i lekarstwa przeczyszczające oraz upusty krwi uważano za panaceum na wszystkie wewnętrzne choroby. Najskuteczniejsze miały być zabiegi puszczania krwi, wykonywane bez umiaru. Dla wielu zabieg ten bywał niestety fatalny w skutkach.
Doktorzy medycyny tamtych czasów w zasadzie nie zajmowali się chirurgią. Na całym kontynencie uważano, że jest to raczej rzemiosło, a nie sztuka medyczna. Zabiegi chirurgiczne były, więc niemal wyłączną domeną cyrulików, rzemieślników bez wykształcenia medycznego, posiadających wiedzę praktyczną i doświadczenie, zdolności manualne, którzy pełniąc różne usługi fryzjerskie i toaletowe chętnie wykonywali trudniejsze zabiegi chirurgiczne. Jednak już wkrótce i chirurgia, jako dział medycyny weszła do łask, by całkowicie ją zrewolucjonizować.
Począwszy od XVIII w. w Polsce rozwijały się także inne gałęzie lecznictwa tj. okulistyka, stomatologia, położnictwo, czy balneologia. Racjonalne zabiegi dentystyczne dostępne były jedynie nielicznym osobom z wyższych sfer. Natomiast w przeważającej większości mieszkańcy Polski na ból i choroby zębów stosowali głównie różne środki medycyny ludowej. Stosowano niezliczone leki i praktyki zabobonne. Na szyi noszono woreczki z ziołami lub kostkami ropuchy. Do policzka przykładano np. ziele ruty, rozgotowany bób, a twarz okadzano dymem ze spalonego gniazda os.
W tym czasie na całym kontynencie europejskim coraz większe uznanie zyskiwała wspomniana już balneologia, czyli kuracje z zastosowaniem kąpieli i picie wód z naturalnych, leczniczych źródeł, w specjalnie wyposażonych zakładach uzdrowiskowych, przeznaczonych dla najzamożniejszych pacjentów.
Z naturalnych wód leczniczych niekiedy korzystali też chłopi mieszkający np. w Sandomierskiem, Krzeszowicach pod Krakowem, na Podkarpaciu, w Krynicy, Muszynie, Truskawcu, gdzie znajdowały się i były dostępne sadzawki z leczniczą wodą i bijące lecznicze źródełka. Prości ludzie uważali je za wody święte i cudowne, uzdrawiające swoją nadprzyrodzoną mocą. Przychodzili do nich okoliczni mieszkańcy, aby zaczerpnąć cudownej wody, napić się jej, obmyć, zanurzyć i doznać uzdrowienia.

Szpitale

Jeśli chodzi o szpitale, to pierwsze tego typu przybytki zakładane były już w średniowieczu. Powstawały one jako wyraz chrześcijańskiego miłosierdzia, na znak pobożności i wierności chrześcijańskim zasadom i cnotom nakazującym: głodnego nakarmić, nagiego przyodziać, bezdomnego w dom przyjąć, chorego opatrzyć. W czasie wojen powstawały prowizoryczne lazarety wojskowe. Tworzono też alumnaty, czyli szpitale schronienia dla: żołnierzy i ułomnego rycerstwa.
Dopiero w XVIII w. nastąpił rozwój bardziej nowożytnego szpitalnictwa. A jednak, jeszcze na przełomie XIX i XX w. ludzie bali się szpitali. Panowało dość powszechne przekonanie, że to miejsce, w którym się umiera. Taki pogląd najdłużej utrzymywał się na wsi.
Na wsi lęk przed szpitalem, miejscem obcym, groźnym, kojarzonym z cierpieniem i śmiercią z daleka od swoich bliskich, potęgowały także względy materialne. Prawie nikogo nie było stać na opłacenie leczenia szpitalnego. Pobyt chorego w szpitalu mógł zrujnować gospodarstwo i rodzinę. W czasach stanisławowskich planowano wprawdzie zakładanie szpitali wiejskich, bardzo w tym środowisku potrzebnych, jednak ta idea nie doczekała się realizacji.

Znachorzy, guślarze, czarownice i inni ludowi uzdrowiciele

Mimo przełomu, jaki w II połowie XVIII w. nastąpił w medycynie polskiej, mimo wielu ważnych reform i pożytecznych inicjatyw oraz niespotykanego wcześniej postępu w naukach medycznych i organizacji lecznictwa, przez długie jeszcze lata dość powszechnie leczono się tradycyjnymi domowymi lekami, a niezmiennym uznaniem i autorytetem cieszyli się różni: znachorzy, guślarze, baby, owczarze, zamawiacze, czarownicy i czarownice.
Na wsi powiadano, że chłop sam jest sobie lekarzem. Leczono się domowymi specyfikami, a gdy to nie pomagało, radzono się miejscowych specjalistów. I tak, leczeniem, a głównie wyrywaniem bolących zębów zwykle zajmowali się kowale. Usuwali zęby, używając do tego zabiegu żelaznych, często zardzewiałych kluczy, lub obcęgów.
Jednak najbardziej znaną na wsi osobą wyspecjalizowaną w leczeniu chorób i położnictwie była tzw. „babka”. Umiała ona przyrządzać maści, herbatki, stawiać bańki, dawać lewatywy, a ponadto zażegnać, zamówić niektóre choroby, odczynić urok.
Gdy leki babki nie pomagały posyłano po znachora, który leczył choroby wewnętrzne, a swe umiejętności dziedziczył po ojcu. Znachor umiał postawić diagnozę oglądając mocz chorego, jego obcięte włosy, paznokcie, lub koszulę. Sporządzał leki, maści oraz proste leki apteczne. Umiał puszczać krew, stawiać bańki, przykładać pijawki, zamawiać, zażegnywać choroby i odczyniać uroki.
W przypadkach zagrażających życiu, jak na przykład: ukąszenie wściekłego psa, czy zatrucia grzybami, wzywano uznanego w okolicy guślarza zamawiacza, obdarzonego nadprzyrodzoną wiedzą i mocą, sprawiającą, że jego praktyki i wypowiadane zaklęcie miały niezwykłą siłę sprawczą.
Kolejnym wysoko notowanym specjalistą był owczarz – biegły w składaniu złamanych kości, nastawianiu zwichnięć, zakładaniu łubek itd. Znał się na roślinach leczniczych, był jednocześnie chirurgiem, znachorem i czarodziejem.

Leczeniem zajmowały się też goślice, inaczej czarownice, kobiety mające kontakty i układy z diabłem. Stosując czary mogły leczyć, zamawiać lub przeciwnie zadawać choroby, odbierać ludziom siły i władze umysłowe, a nawet doprowadzać do śmierci. Znały sposoby, aby zapobiec niechcianej ciąży i za stosownym wynagrodzeniem odkrywały je kobietom, które zeszły z drogi cnoty. Znały środki zarówno na płodność, jak i niepłodność oraz różne afrodyzjaki zapewniające powodzenie w miłości. Najczęściej jednak złośliwie szkodziły ludziom, z pomocą czarów niszczyły ich mienie i plony, sprowadzały pomór na bydło, odbierały krowom mleko, sprowadzały nieszczęście i klęski żywiołowe.
W średniowieczu wiara w czary, czarowników i czarownice utwierdzona została przez Kościół, który kontakty z diabłem i czary uznawał za fakt rzeczywisty oraz najcięższy grzech i zbrodnię przeciwko Bogu i ludziom, zwalczał je, więc z całą mocą prawa i swego autorytetu. Dochodziło do oskarżeń, ścigania czarownic i najokrutniejszych procesów o czary oraz niezliczonych wyroków śmierci.

W Polsce pierwszą skazaną na śmierć czarownicę spalono na stosie w 1544 r. w Waliszewie koło Poznania. Była to mieszczka Gnieczkowa, która zgodnie z aktem oskarżenia, starała się z pomocą czarów, wykryć sprawców kradzieży

Respekt wobec czarownic i wiara w skuteczność ich praktyk, także praktyk leczniczych, przeradzały się często w paniczny strach, nienawiść i niepohamowaną chęć zemsty. Jeszcze w XIX, a nawet XX w., zwłaszcza na wsi, ów strach i chęć zemsty, były przyczyną samosądów, pławienia, znęcania się i okrutnych egzekucji dokonywanych na rzekomych czarownicach.
Poza wyżej wspomnianymi, za przedstawicieli tradycyjnej medycyny ludowej uznać można także przyuczonych felczerów i sanitariuszy wojskowych rodem ze wsi, którzy wcielani obowiązkowo do wojska zdobywali tam pewne przeszkolenie medyczne oraz praktykę w wojskowych lazaretach, a po powrocie z frontu, leczyli jak umieli.
Gdy wyczerpały się już możliwości lecznicze wiejskich specjalistów, mieszkańcy wsi korzystali czasem także z porad i pomocy lekarskiej obcych ludzi. Tradycyjnie pomoc lekarską świadczył chłopom dwór i rezydująca w nim panna apteczkowa, serwując porady medyczne i leki. Pewną wiedzę medyczną posiadał także pleban lub zakonnik miejscowego lub pobliskiego kościoła. Dopiero na samym końcu i w dodatku bardzo rzadko mieszkańcom wsi udzielał porady i pomocy medycznej lekarz lub szpital…

Zachęcamy również do zapoznania się z pozycję książkową traktującą o medycynie:

Lekarz dla włoscian czyli Rada dla pospolstwa w chorobach i dolegliwościach … każdemu … do wiadomości potrzebna, Kalisz 1793

Oprac. Aleksandra Szymańska
Fot. polona.pl, pixabay.com, domena publiczna

Źródła:
• Gryglewski R.W., Dzieje nauki: nauki ścisłe i przyrodnicze, Warszawa 2011
• Kronika Medycyny, oprac. Marian B. Michalik, Warszawa 1994
• Libera Z., Medycyna ludowa, chłopski rozsądek, czy gminna fantazja, Wrocław 1995
• Ogrodowska B., Medycyna tradycyjna w Polsce, Warszawa 2012
• Radziewicz-Szymańska J., Apteka we dworze – skarbnica polskiej gospodyni, [w:] Rolniczy Magazyn Elektroniczny nr 51/2012
• Szumowski W., Historia medycyny filozoficznie ujęta, Warszawa 1994