Dom to najważniejsze miejsce dla każdego człowieka na świecie. To miejsce, gdzie można być sobą, odpocząć, schronić się i poczuć się bezpiecznie. Bardzo długo najważniejszym sprzętem w wielu domach, szczególnie na wsiach był piec. To on dawał ciepło i pożywienie, czyli to, bez czego trudno było przetrwać. Trudno się więc dziwić, że budowniczowie pieców – zduni byli bardzo cenieni w społeczeństwie i wysoko nagradzani. Choć dziś mało kto ma piec, zawód ten całkiem nie wymiera – jedynie się przeobraża i szuka swojego miejsca w nowej rzeczywistości.

Piec pełnił ważną rolę w życiu wszystkich narodów na całym świecie. Był traktowany nie tylko jako zwykły sprzęt, który ma konkretne zastosowanie, ale miał swoje miejsce kulturze ludowej. U Słowian był to zdecydowanie najważniejszy element w chacie. Całe życie skupione było wokół niego. Na nim gotowano i pieczono chleb, ale także nad piecem suszono ziarno i zioła, a schowek pod piecem służył do przechowywania różnych rzeczy. Tak zwany zapiecek był również miejscem, na którym spano. Piece miały także głęboką symbolikę i były postrzegane w kategoriach magicznych. Przez związek z ogniem traktowano je, jako miejsca, które mogą mieć kontakt z zaświatami. Popiół symbolizował śmierć, a komin był granicą, na której stykały się oba światy. Przez niego do domu mogły się dostawać ciemne siły i duchy przodków. Wierzono również, że piece zamieszkują tzw. bożęta – domowe duchy opiekuńcze, które dobrze traktowane często były przydatne i pomagały np. w kołysaniu dzieci do snu.

 

Piece były silnie obecne w wierzeniach, przesądach i obrzędach. Podczas porodu otwierano drzwiczki pieca, aby dziecko łatwiej wyszło na świat. Przy piecu chlebowym ojciec uznawał dziecko za swoje. Po ślubie panna młoda wchodząc po raz pierwszy do domu męża musiała podejść do pieca. Mogła wtedy także, poprzez wypowiedzenie specjalnej formuły, wykorzystać to miejsce do sprowadzenia śmierci na teściów.

Piecom należał się ogromny szacunek – nie wolno było w nie pluć, palić w nich śmieci. Przy zapalaniu i wygaszaniu ognia zawsze czyniono znak krzyża. Gdy rozbierano piece stojące na zewnątrz, zawsze należało zostawić podmurówkę, aby był widoczny ślad. Chodziło o to, żeby nikt nie postawił domu w miejscu, gdzie wcześniej stał piec – mogło to sprowadzić ogromne nieszczęście na rodzinę, która w takim domu by zamieszkała.

Ze względu na olbrzymią rolę pieca, ale także przez strach przed ogniem – budowniczowie pieców – zduni byli zawsze szanowaną grupą społeczną. Przed wojną zarabiali często więcej niż np. prawnicy. Zawód ten wywodzi się od garncarstwa i wyodrębnił się w momencie, gdy piece stały się niezbędnym elementem każdego domu. Uczący się tego zawodu najpierw terminowali u mistrzów zawodu, gdzie zdobywali miano czeladników. Później czeladnicy przez dwa lata wędrowali po różnych miejscach, douczali się i szukali miejsca, gdzie mogliby zdobyć mistrzostwo i osiąść na stałe. Zdobywanie mistrzostwa nazywano robieniem majstersztyku.

 

Formy pieców były przeróżne, zależnie od ilości pieniędzy, jakie można było na nie przeznaczyć. W biednych chłopskich domach stały piece typu „ruskiego” – z gliny i kamienia. Zajmowały one dużą część izby i pełniły wiele funkcji w gospodarstwie. Bogatsza część społeczeństwa – zamożniejsi gospodarze i mieszczanie, szlachta czy duchowieństwo mieli w domach piece kaflowe. Kafle były często kolorowe i bardzo bogato zdobione. Przedstawiano na nich sceny biblijne, motywy roślinne i zwierzęce czy scenki obyczajowe.

Wiek XIX to rozwój manufaktur i fabryk, które przejęły większość produkcji. Dziś w naszym kraju nie ma żadnego cechu, który by zrzeszał przedstawicieli tego zawodu. Trudno też określić ile osób para się tym zajęciem. W 2014 roku w Łaziskach w woj. wielkopolskim odbył się Ogólnopolski Zlot Zdunów, na który przyjechały 62 osoby. Wbrew powszechnej opinii zdun nie jest więc całkiem ginącym zawodem. Rzemieślnicy przystosowali się do nowej sytuacji i gdy zapotrzebowanie na piece nie jest już tak duże jak kiedyś, zajmują się budową kominków i grilli. Jak pokazuje przykład bohatera jednego z naszych artykułów Mateusza Gębali zapotrzebowanie na ich prace wciąż jest duże, a oni sami nierzadko ocierają się o artyzm. Pozostaje mieć nadzieję, że ich dobra passa się utrzyma, będą wciąż chętni do nauki zawodu i zawód ten nigdy całkiem nie zaginie.

Szewc bez butów, zdun bez pieca

Tekst: Magdalena Trzaska