Karnawał, który właśnie kończymy, narodził się na południu Europy, najpewniej na ziemi włoskiej, a wywodzi się jeszcze z pogańskich kultów agrarnych i kultu płodności. Owo powiązanie z rolnictwem wyjaśnia także dlaczego nieodłącznym elementem tego okresu są tańce. W dawnych wierzeniach zachował się pogląd, że im wyższe będą skoki w trakcie tańcowania, tym wyżej wyrośnie zboże. Sama nazwa karnawału wywodzi się z języka włoskiego i łaciny i oznacza pożegnanie z mięsem. W staropolskiej tradycji okres ten nazywano analogicznie mięsopustem bądź zapustami. Ta druga nazwa, choć często określano nią czas od Nowego Roku do Środy Popielcowej, bardziej przylgnęła do ostatnich dni karnawału, czyli po Tłustym Czwartku. Najczęściej jednak dni te nazywano ostatkami, kusakami, dniami kusymi lub diabelskimi. Był to czas najbardziej intensywnej zabawy, tańców, uczt, poczęstunków i swawoli. Jednakowo w miastach jak i na wsiach bawiono się zgodnie ze stanem i zasobami, ale wszędzie dużo jedzono, tańcowano i pito wszelkie, szczególnie mocne, trunki. O skali tych swawoli świadczy stare powiedzenie, które ilustruje oburzenie niektórych księży próżno nawołujących do opamiętania: „większy zysk czynimy diabłu przez trzy dni rozpustnie mięsopustując, aniżeli Bogu czterdzieści dni nie ochotnie poszcząc.” Stąd też nazwa dni diabelskich.

Jako, że karnawał przywędrował do nas w wiekach średnich, to już w XVI wieku w polskich miastach organizowano wystawne bale i uczty. Te najwspanialsze, dworskie, kostiumowe zwano redutami. Poza miastami, wśród polskiej szlachty, pośród zabaw karnawałowych, największym wzięciem cieszyły się kuligi, organizowane z wielką fantazją, przejazdy saniami od dworu do dworu, gdzie na gości czekały uczty i sale do tańcowania. Nie gorzej, choć oczywiście inaczej, bawiono się także pod strzechami chłopskich chałup: było gwarno, suto i radośnie. Z chłopskim karnawałem wiązały się stare obyczaje urodzaju i płodności od niepamiętnych czasów odprawiane pod koniec zimy.

Najweselej i najhuczniej obchodzono ostatnie dni karnawału między Tłustym Czwartkiem, a kusym wtorkiem. Tłusty czwartek upływał głównie na jedzeniu i piciu. We wszystkich chatach gotowano dużo kraszonego tłuszczem jadła: kaszy, kapusty ze skwarkami, na stołach stawiano słoninę, sadło, a u bogatszych gospodarzy także mięso i kiełbasy.

Z końcem karnawału, zapustami i ostatkami wiązało się wiele zwyczajów i regionalnych zabaw. Na przykład na Ziemi sandomierskiej i Lubelskiej popularne były tak zwane bachuski – w nawiązaniu do greckiego boga Bachusa. Tam Bachusem nazywano młodego chłopaka przyodzianego w słomiane powrozy lub słomianą lalkę, którą po wsi obwoziła wesoła zgraja przebierańców zbierając od napotkanych drobne datki dla „Bachuska”, spożytkowane potem na zakup piwa w miejscowej karczmie. Na Ziemi Krakowskiej bachusami nazywano grupę przebierańców pod przewodnictwem księcia Zapusta ubranego w długą sukmanę i wysoką papierową czapkę przybraną dzwoneczkami i kolorowymi wstążkami. Towarzyszyli mu: profesor z oślą głową, dziad i cała zgraja kolorowych postaci. Grupa chodziła od chaty do chaty, robiąc małe przedstawienie. Zapust wchodząc do chałupy wygłaszał taką przemowę:

Ja jestem Zapust, mantuański książę.
Przychodzę z dalekiego kraju,
gdzie psi ogonami szczekają,
ludzie gadają łokciami,
a jedzą uszami.
Słońce o zachodzie wschodzi,
a o wschodzie zachodzi,
a kurcze kokoszę rodzi.
Każdy na opak gada,
A deszcz z ziemi do nieba pada.

Potem przedstawiał swoich towarzyszy i namawiał gospodarzy do przekazania im smakowitych datków. Wszelki poczęstunek lądował w wielkim koszu pod baczną opieką dziada.

Tymczasem na Kujawach jeszcze do dziś zachował się zwyczaj „chodzenia z kozą”. Jest to kolorowy korowód przebierańców w maskach zwierząt, które symbolizują siły witalne: niedźwiedź – siłę, koń siłę wegetatywną, bocian – wiosnę. Ale najważniejsza jest koza, która ma zwiastować obfite plony zgodnie ze starym powiedzeniem: Gdzie koza chodzi tam żytko wschodzi, gdzie jej tropy powstają kopy, gdzie zwróci rogi – wznoszą się stogi.

Kozie w kolorowym pochodzie towarzyszą postaci dziada, Cygana, Żyda i tak zwanego „żywego na umarłym” – postaci mężczyzny w masce, który niesie przed sobą kukłę – ma to symbolizować zwycięstwo życia nad śmiercią. Ich nieodłącznymi towarzyszami jest młoda para, diabeł, śmierć i wiele innych.

Inna kujawska zabawa ostatkowa to podkoziołek. Dawniej była to zabawa „wspomagająca co bardziej nieśmiałych” do zapoznania pary. Brali w niej udział właśnie ci młodzi mieszkańcy wsi. Przed kapelą ustawiano figurkę naguska goloka – symbolizującą płodność. Zazwyczaj była ona zrobiona z brukwi i patyczków, najczęściej przedstawiała chłopca lub koziołka. Panna, która rzuciła na figurkę jakiś pieniążek otrzymywała prawo zatańczenia z którymś z młodzieńców. Dziś podobne zabawy organizowane są przez korowody przebierańców wędrujących przez wieś i wciągających do zabawy napotkanych mieszkańców.

A na Kaszubach, po czasie wypełnionym hucznymi zabawami, sutymi biesiadami zakrapianymi obficie trunkiem, następował zapustny wtorek, zwany śledzikiem. Nazwa pochodziła od najpopularniejszego w tym rejonie postnego posiłku, czyli śledzia. Tego dnia w kaszubskich domach piekło się plińce, czyli placki z tartych ziemniaków, które często faszerowano wędzonką, i purcle, miniaturowe odzwierciedlenie tradycyjnych pączków. Koniecznie należało spożywać mięso, o które starali się także biedniejsi gospodarze, a to ze względu na stary przesąd: „Chto w zapustë nie je miãsa, tego mëgi òb lato zjedzą” (Kto w zapusty nie je mięsa, tego komary latem zjedzą).

Nieodłącznym elementem zapustów był taniec. Uważano, że pląsy dodają zdrowia. Również przypisywano im moc urodzaju. „Chto w zapuste nie tańczy, temu len nie rosce” – powtarzano dewizę, której najprawdopodobniej zawdzięczamy powstanie tańca pod nazwą „Na długi len”. W noc, poprzedzającą Popielec, bawiono się i tańczono dokładnie do północy. Wczesnym rankiem gospodynie starannie myły patelnie i garnki. Odwieszały swoje naczynia na „kołku”, którym był zazwyczaj komin lub płot, by zademonstrować nadejście Wielkiego Postu.

Rafał Karpiński
Red. Aleksandra Szymańska

Źródła:
-https://pomorska.pl/ostatki-na-polskiej-wsi-jak-to-dawniej-bywalo-czyli-rzut-oka-na-tradycje/ar/12378964
-https://pomorska.pl/karnawal-za-dawnych-lat-tak-wygladaly-ostatki-dla-dzieci-przed-wojna/ar/c6-15378299
-http://wspolnotapolska.org.pl/kultura/obyczaje/001.php – pełne
-https://www.naszeszlaki.pl/archives/34156
-https://jura.slaskie.travel/article/364657/ostatki-w-slaskim
-https://kaszubszczyzna.wordpress.com/author/kaszubszczyzna/page/3/
-https://pl.wikipedia.org/wiki/Ostatki
-https://pl.wikipedia.org/wiki/Karnawa%C5%82