Wydawnictwo Czarne od wielu lat słynie ze znakomitego reportażu. Książka „Miasto biesów. Czekając na powrót cara” prezentuje niezbyt znane w naszym kraju grupy rosyjskiego społeczeństwa. Autor Albert Jawłowski zaprasza czytelnika w wielką podróż w nieznane zakamarki rosyjskiej duszy. Kanwą całej opowieść jest podróż autora do Jekaterynburga na Uralu, gdzie doszło do mordu na carskiej rodzinie. Jawłowski uczestniczy w wielkiej procesji, która odbywa się w rocznicę śmierci Mikołaja II i jego rodziny. Wydaje się, że świat i ludzie, których spotyka nie tylko nie należą do współczesności, ale wręcz z ostentacją ją odrzucają. Spora część z rozmówców, których spotyka na swojej drodze autor jest straszliwym przykładem, tego, że w sytuacji rozpadu tradycyjnych więzi społecznych i braku państwowego pomysłu na wsparcie dla całych grup społecznych poklask znajdują najstraszniejsze ksenofobiczne fobie. Czasem powtarza się wytarty frazes o tym, że gdy rozum śpi budzą się upiory. Nikt jednak nie pyta, co trzeba, aby zasnął. Społeczna katastrofa drapieżnej transformacji i coraz bardziej widoczna atrofia instytucji państwowych jest znakomitym usypiaczem…

Sytuacja jest prosta. Szok reformy rynkowej na, jak pisze autor, trupie socjalistycznej gospodarki był prawdziwym szokiem. Szybko okazało się, że całe regiony zostały pozbawione źródeł zarobkowania. Trudno było też utrzymać fikcje zatrudnienia tak powszechną w sowieckiej gospodarce. Do setek domów zajrzała bieda i brak perspektyw. W tych warunkach, za którymi poszedł rozwój Internetu z lotem błyskawicy rozwijały się rozmaite teorie spiskowe. Śmierć Romanowów była niesamowitą pożywką dla rozmaitych szarlatanów i pseudohistoryków. Sowieckie kłamstwa dotyczące carskiej rodziny dodatkowo podgrzewały atmosferę. W takich warunkach, niejako obok, oficjalnego kultu ostatnich Romanowów wyrósł inny – zdecydowanie bardziej toksyczny kult carobożców interpretujący zbrodnię z początku wieku, jako chrystusowe odkupienie win grzesznego narodu. W przeciwieństwie do oficjalnego kultu carskiej rodziny obecnego w rosyjskiej cerkwi jest on wzbogacany przez całą masę nieautoryzowanych przez państwo dodatków: antysemityzmu, złowrogiej niechęci do wszystkiego, co obce i ksenofobicznego lęku przed Zachodem. Leku, który od czasu kompromitującej porażki w Wojnie Krymskiej z lat 1853 – 1856 był z premedytacją pielęgnowany przez wszystkie niemal geopolityczne odsłony rosyjskiej państwowości, jakie przewinęły się przez mapy świata od tego czasu.

Niejako na drugim biegunie tego, co prezentują rozmówcy Jawłowskiego jest odwiedzone przez niego Centrum Prezydenckie Borysa Jelcyna w Jekaterynburgu, w którym, niby w swego rodzaju rezerwacie przetrwały liberalne i demokratyczne idee. Wraz z autorem reportażu zaczynamy rozumieć, że jest to dla większości jego rozmówców miejsce – antytyp tego, czego w swoim mniemaniu potrzebują. Wbrew pozorom nie ma w nich jakiejś głębokiej tęsknoty za Sowietami, ale zwyczajna potrzeba powrotu do normalności, a kontrowersyjne, szowinistyczne i głęboko antyliberalne poglądy są rezultatem zbiorowej traumy, która stała się niezagojoną blizną po transformacji, której Jelcyn był symbolem. Poznajemy świat, w którym rozmaite brednie z internetowych kanałów blogerów i vlogerów poświęcone Żydom i szczepionkom, geopolityce i spiskom Zachodu i tym podobnym zestawom tematycznym nie tylko spotykają się uznaniem, ale są wręcz uznawane za rodzaj normalnej publicystyki.

Z biegiem czasu zaczynamy rozumieć, że bieda i wykluczenie są najlepszą glebą dla tego typu zagadnień. Brak alternatywy sprowadza na pozycje, na których trudno już o spotkanie ze zdrowym rozsądkiem. Autor jednak nie moralizuje i nie patrzy na spotykanych bohaterów swojego reportażu z poczuciem wyższości. Raczej próbuje pokazać, że zastój, jaki jest wyczuwalny w intelektualnym głównym obiegu i jednowymiarowość oficjalnej państwowej propagandy skutkują tym, że w sercach i umysłach wielu znalazło się miejsce dla alternatyw, które w normalnych warunkach by się nie rozwijały. Pielgrzymka maszeruje przez ulice miasta by uczcić świętych. Maszeruje niejako w kontrze do zlokalizowanego w mieście Centrum Prezydenckiego Borysa Jelcyna. Jak na obrazie Riepina „Procesja w Guberni Kurskiej” widzimy wszystkie warstwy społeczne. W procesji niczym w soczewce skupiają się w wszystkie rosyjskie lęki i fobie.

Dr Tomasz Sińczak