O pasji malowania, o „Walusiówce” i tradycji góralskiej, z Marią Dudek, malarką na szkle, animatorką kultury i poetką z Gronia-Leśnicy rozmawia Rafał Karpiński.

RK: Pani Mario, jak to z tym malowaniem na szkle było?

MD: Już od dziecka bardzo lubiłam malować i rysować kredkami. Często malowałam buzie dzieci, a w szkole zdarzało mi się szkicować karykatury nauczycieli. Ale na malowanie na szkle czas przyszedł dopiero później, bo po studiach rodziły się dzieci i wtedy nie było możliwe, żeby szkłem się zajmować. Wiadomo, że dzieci potrafią wszędzie swoje paluszki włożyć. Ale cały czas ta myśl o malowaniu mi towarzyszyła, bardzo mnie to interesowało. Dużo czytałam i oglądałam prace różnych artystów z Podhala, a jest ich tutaj wielu. To jest już taka nasza tradycja. A narodziła się z tego, że górale to taki naród, który lubi wędrować. Chodzili na Słowację i na Węgry, na handel, zarobek i na pielgrzymki. Stamtąd przynosili obrazki świętych (na szkle) – swoich patronów, do których modlili się w różnych potrzebach. O zamożności gazdy świadczyło to, ile ma obrazów świętych na listwie pod powałą, czyli pod sufitem.

 

RK: Ta „komunikacja” ze świętymi w różnych sprawach to i dziś jest żywa…

MD: To prawda. Jak coś zgubię to zwracam się do świętego Antoniego i zaraz znajduję. A jak byłam dzieckiem to mój tata wyrywał ząbki kleszczami, bo wtedy dentyści nie byli jeszcze tak popularni i dostępni. Wtedy modliło się do św. Apolonii, która usuwała ból zębów i samego zabiegu.

RK: Wróćmy do naszych obrazów na szkle.

MD: Bardzo często górale przynosili obrazy Matki Boskiej. U nas na Podhalu mamy szczególne uwielbienie do Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr. Sanktuarium Maryjne na Wiktorówkach znajduje się niedaleko Rusinowej Polany. Modlimy się też do Matki Boskiej Ludźmierskiej i Matki Boskiej Szaflarskiej. I ja często maluję te Matki Boskie. Uwielbiam malować Matkę Boską z Dzieciątkiem, to jest mój ulubiony temat.
Najczęściej maluję na szkle takim z odzysku – jak ktoś wymienia okna to stare szyby mi przynosi. Najbardziej lubię te naprawdę stare, jeszcze z bąbelkami powietrza. Malarstwo na szkle przyszło do nas z Czech, Słowacji i Bawarii, gdzie zaczęło się przy hutach szkła. A potem pięknie rozwinęło się na Podhalu. Obecnie jest bardzo wielu dobrych malarzy na szkle.
Moje malowanie zaczęło się gdzieś koło roku 2004. Próbowałam własnymi siłami, trochę na wyczucie. Bo to się robi odwrotnie niż malowanie na płótnie czy na papierze. Najpierw na papierze szkicuje się projekt. Ten szkic podkłada się pod dobrze umytą i wyczyszczoną spirytusem szybkę, a następnie przenosi się kontury na szybę, można pisakiem wodoodpornym, a jak się ma wprawę to od razu pędzelkiem. A potem nakłada się farbki i tutaj jest ta odwrotność: najpierw maluje się szczegóły, np. białka oczu, albo róż na policzkach, albo jakieś elementy stroju góralskiego i później nakłada się na to kolejną warstwę – od szczegółu do ogółu, wypełniając kolejne obszary obrazu, a na końcu robi się tło. I trzeba pamiętać, że wszystko jest odwrotnie: jeśli na obrazie np. nos ma być w prawą stronę to malujemy go z lewej.
Moja wnuczka, jak była mała też nie mogła zrozumieć jak to się maluje. Przy niej namalowałam twarz kobiety: najpierw białka oczu, potem róż na policzkach, a potem zamalowałam całą buzię kolorem. Wnusia patrzy i się dziwi: ,,A gdzie ona ma oczy?” (śmiech). Odwracam szybkę i pokazuję: ,,Tu ma oczy”. ,,Ale, jak to – ona pyta – tu ma oczy, a tam nie ma?”(śmiech). Teraz i ona ładnie maluje.

 

RK: Jakie inne tematy podejmuje Pani na swoich obrazach?

MD: Maluję scenki góralskie, posiady, górali tańcujących, anioły, co mi w danym momencie przyjdzie do głowy. Każdy mój obraz jest ozdobiony kolorowymi kwiatami. Maluję farbami akrylowymi, one dają żywe, radosne kolory. To też wynika z tradycji. W dawnych czasach, żeby w ciemnych chałupach góralskich, z małymi okienkami taki obraz było widać, to musiał być namalowany w żywych kolorach. Najczęściej używano koloru czerwonego, zielonego i niebieskiego.

RK: Ale malarstwo to nie jedyna Pani aktywność. Szefuje pani „Walusiówce” czyli oddziałowi Bukowiańskiego Centrum Kultury w Leśnicy-Groniu.

BD: Leśnica i Groń to są dwie wsie, jest dwóch sołtysów, ale wygląda jak jedna. Obie leżą po dwóch stronach potoku Leśnica, płynącego dnem doliny. Jadąc drogą ma się wrażenie podróżowania przez jedną miejscowość, a za każdym przekroczeniem kolejnego mostku wjeżdża się z Gronia do Leśnicy lub odwrotnie (6 mostów).
Pracowałam w szkole w Leśnicy jako nauczyciel wychowania fizycznego i tam założyłam Dziecięcy Zespół Góralski ,,Zawaternik”. Chciałam, żeby dzieci, także moje, wychowywały się w tradycji góralskiej, żeby one czuły w sobie jej wartość, żeby to piękno dziedzictwa kulturowego Podhala w nich „gorzało”. I dlatego wymyśliłam taką nazwę. Zawaternik to kawałek drewna, zwykle bukowego, który był zagrzebywany w popiele, cały czas trzymał żar i gdy juhasi wracali z wypasu owiec, to kładli na niego chraści czyli suche gałązki i dmuchając rozpalali watrę czyli ognisko. Myślę, że trzeba dmuchać na te nasze dzieciaki, żeby w nich rozgorzała i trwała watra naszych podhalańskich tradycji.
Kiedy zakładałam zespół, każda wieś miała swoją szkołę, a mnie zależało aby dzieci z obu wiosek należały do jednego zespołu. Chciałam, aby miejsce spotkań, prób i ćwiczeń znajdowało się pośrodku obu wsi, żeby wszyscy mieli równie blisko. Po remoncie starej remizy uzyskaliśmy salę na próby zespołów, ale nie było to „super miejsce”: spartańskie warunki, zimno i brak toalet. Potem za pieniądze naszego oddziału Związku Podhalan wyremontowaliśmy jeszcze jedno małe pomieszczenie na siedzibę Związku Podhalan, który został założony w 1984 roku.
Od zawsze szukałam sponsorów na działalność zespołu i wyjazdy na festiwale. Znalazł się też sponsor na remont elewacji budynku z USA. Dołożył się i wójt i Związek Podhalan, a w końcu skorzystano ze środków gminnych i unijnych i przeprowadzono generalny remont budynku. W 2015 roku odbyło się uroczyste otwarcie, poświęcenie i nadanie nazwy „Walusiówka”. To na cześć świętej pamięci Jana Budza-Walusia, świetnego muzykanta, którego rodzina przekazała działkę ziemi, na której mieści się nasz dom kultury.
W „Walusiówce” mamy też izbę regionalną, w której są stare sprzęty domowe i gospodarskie, zbierane przeze mnie wiele lat. Dzięki temu można gościom i naszym dzieciom opowiadać jak się dawniej żyło: jak kiedyś kosili, grabili, orali. Jest też stare żarno do mielenia owsa na mąkę wykonane dawno temu przez jednego z mieszkańców Leśnicy. Mamy małą scenę, na której organizujemy konkursy, salę dla gości, wyposażoną kuchnię. Jest naprawdę fajnie. Można organizować spotkania, posiady góralskie, wernisaże i wystawy. Organizujemy tutaj także Gminny Konkurs Tańca Góralskiego i Zbójnickiego ,,Tatrzański Zwyrt”. Warto również wspomnieć o corocznych Festynach Bacowskich, których głównym organizatorem jest Związek Podhalan Oddział Groń – Leśnica.

 

RK: Tylko pandemia przeszkadza…

MD: W zeszłym roku (w 2020), udało nam się zorganizować tylko jedną imprezę: Dwudziesty Siódmy Konkurs Gawędy, Recytacji, Tańca, Śpiewu i Instrumentalistów. A organizuję tę imprezę od samego początku jak tylko założyłam „Zawaternik”, czyli od prawie 38 lat. Celem tej imprezy jest utrzymanie gwary góralskiej. Dzieci uczą się w szkole języka literackiego, ale w domach najczęściej mówi się gwarą. A gwara to jest wartość. Co prawda jeszcze nie jest tak źle z tą gwarą, ale trzeba ją wzmacniać takimi konkursami i coraz częściej wyjaśniać co dane słowo znaczy.

 

RK: To na koniec mała lekcja góralskiej gwary w poezji autorstwa Marii Dudek, która gazduje na Leśnicy – Groniu.

Moja muzyka

Idem tam ka gro muzyka
Tako jakiej ni mos nika

Wiem na pewno mnie nie zawiedzies
Ta muzyka bedzie w niebie

Mali muzykancio grajom
Bicie serca przyspiesajom

Kiedy wchodzem w las zielony
Ptoski cudnie strojom struny

Kozde dzewko ćwierko,pisko
Jaz sie łezka w okca wcisko

Gładko nutka w ucho wchodzi
Kie jom cały las wywodzi

Myśli som w skowronkach całe
Ciesom rzecy duze małe

Kazdo nutka w myśl sie zmiynio
W głowie pełno tego brzmiynio

I tak drzewko, gil, skowronek
Moje myśli zmiynio w kiotek

Kwiotki siwe, zółte, płowe
Het mi zawróciyły w głowie

Tak wirujom, tońcom, skocom
Tak dodajom blosku ocom

Ze juz nic mi wiecej nie trza
Pragnem tego jak powietrza

Ach, jak cudnie las tyn brzmi
Tak ciepliućko w dusy mi

Nie fcem stela nika iść
Musis ty tu ku mnie przyjść

Tatry

Hej, góry moje, tatrzańskie scyty, z granitu dom
Groźne harnasie wykute w skale, osnute mgłom

Sumicie potokiem, zwyrtocie obłokiem
Holny wom po graniak gro

Hań w Pięci Stawak słónko w wodzie sie przeziyro
I promyckami po graniak drobnom se przebiyro

Słonecka błyskaniem Zawrat przyodzioty
Radościom nom w sercak gro

Hań wiater holny śpiywo z turniami nucicke gór
Krzese po wantak, strasy grzmotami zzo cornyk chmur

I gno ku dziedzinom, ku śwarnym dziywcynom
Niesie radość orlik piór

Leć, orle wolny, orle ślebodny, leć wysoko
Z tobom fcem lecieć, uwidzieć Tatry het wysoko

Zanieś mnie nad Zawrat, zanieś mnie nad Granat
Więcej worces nad złoto

Tu na Zawracie siarotka listki swe ozwijo
I w aksamitny bioły gorsecik sie owijo

Tu uciesys ocka, ogrzejes serdecka
Taki cud sie nie mijo

 

Wybrane wiersze Marii Dudek

 

Oprac. red. i graf. Aleksandra Szymańska