Dawniej posiadanie fachu w ręku zapewniało bezpieczną przyszłość. Dobrzy rzemieślnicy byli na wagę złota, potrzebni w każdej społeczności. Dziś ich wyroby funkcjonują jedynie jako atrakcja turystyczna lub dzieła sztuki ludowej. Zostały wyparte przez przedmioty wytwarzane mechanicznie, taśmowo, bez duszy. Wytwórców jest więc coraz mniej i coraz mniej osób uczy się tych zawodów. Czy grozi im całkowite wyginięcie?

Przez wieki rzemieślnicy wytwarzający przedmioty codziennego użytku byli niezastąpieni i nie musieli się martwić o brak pracy. Przedmioty wychodzące spod ich rąk były trwałe. Garnki, meble, piece często służyły wielu pokoleniom. Do dziś podziwiamy stare budownictwo, ubrania czy sprzęty domowe. Zachwyca nas nie tylko ich funkcjonalność, ale także piękno, estetyka, która była równie ważna jak użyteczność. Niestety na co dzień w większości otaczamy się wyrobami stworzonymi przez maszyny – ujednoliconymi, wychodzącymi spod jednej sztancy, bez charakteru. Na dodatek, dość często życie tych przedmiotów jest bardzo krótkie. Nie tylko nie mają szans na to, aby przechodzić z pokolenia na pokolenie, ale zdarza się, że psują się zaledwie po kilkakrotnym użyciu. Wytwórcy coraz częściej zamiast na jakość stawiają na ilość woląc wyprodukować więcej przedmiotów i więcej ich sprzedać. Tracimy na tym nie tylko my – kupcy, ale także zmienia to środowisko, w którym żyjemy. Zalewa nas coraz większa ilość śmieci.

Trend ten utrzymuje się także w przypadku jedzenia. Wielkie wytwórnie produkują dużo – zależy im na czasie dodają więc środki, dzięki którym produkcja jest szybsza, a jedzenie ma dłuższy termin przydatności do spożycia. Niestety nie pozostaje to bez wpływu na smak i jakość produktów oraz zdrowie konsumentów.

W przypadku pożywienia coraz częściej zdajemy sobie sprawę z różnic między wiktuałami wytwarzanymi w dużych wytwórniach, a tymi z małych, lokalnych przetwórni, stosujących tradycyjne receptury. Po chwilowym zachłyśnięciu się fast- foodami i wysoko przetworzonym jedzeniem wracamy do naturalnych, sprawdzonych produktów. Dobrym piekarzom, bartnikom, mleczarzom nie grozi więc wyginięcie. Rosną w siłę, a popyt na ich produkty stale wzrasta. Trudniejsza sytuacja dotyczy rzemieślników. Mało kto korzysta z usług szewców, krawców, zdunów, garncarzy czy plecionkarzy. Niektórzy z nich wciąż próbują funkcjonować i dostosować się do zmian. Z rzemieślników stają się twórcami ludowymi, a ich wytwory traktowane są częściej jako sztuka czy pamiątki niż przedmioty codziennego użytku.

W naszym nowym cyklu „Ginące zawody” przedstawimy profesje, które z biegiem czasu stają się coraz bardziej zapomniane, a niektóre nawet wydają się zbędne. Opowiemy o tajnikach tych zajęć, ich patronach, znaczeniu. Przedstawimy także sylwetki osób, które wciąż parają się takimi rzemiosłami i próbują znaleźć dla siebie niszę. Mamy nadzieję, że tak jak wraca moda na folk i tradycyjne potrawy, tak choć odrobinę uda nam się przyczynić do renesansu tradycyjnego rzemiosła.