Ludzie od najdawniejszych czasów celebrowali zwyczaje i obrzędy związane z okresem karnawału i zapustów, trwających od Nowego Roku do Popielca. Jedne przetrwały do dziś, inne odeszły w zapomnienie. Stały się symbolami kulturowymi danej społeczności, odzwierciedlającymi naszą historię i obyczajowość. W nich tkwią nasze korzenie…

W ostatni dzień starego roku – głównie na Żywiecczyźnie – odprawiane były Jukace, inaczej dziady żywieckie, które trwały do godzin popołudniowych Nowego Roku. Podczas tego obrzędu odbywało się kolędowanie połączone z życzeniami noworocznymi oraz robienie psikusów napotkanym przechodniom. Zgodnie z tradycją, nieprzekraczalną granicą dla Jukacy był most na rzece Sole, oddzielającej Żywiec od Zabłocia. Zapłatą za kolędę bywał placek świąteczny, poczęstunek wódką, lub nieduża kwota pieniężna, którą przeznaczano na organizację zabawy „dziadowskiej”.
Dziady żywieckie posługiwały się najbardziej archaicznym typem masek, zrobionych z kawałka baraniego runa, z wyciętymi otworami na oczy i usta. Na głowę ubierano czapkę „ciakę”, w formie stożka, zakończoną pomponem, na której wypisany był nadchodzący nowy rok. Innymi atrybutami Jukacy były dzwonki przypięte do pasa oraz bat, wykonany z powroza zwężającego się ku końcowi.
„Banda” Jukacy składała się z kilkunastu do kilkudziesięciu mężczyzn. Jukacem mógł być tylko i wyłącznie kawaler. Dawniej, jedną ze ściśle przestrzeganych reguł było to, że w miejscach publicznych pod żadnym pozorem nie wolno było się ujawnić. Dziad musiał pozostawać anonimowym, a za złamanie tej reguły groziło zdzielenie przez poganiacza batem. Wszystkie postacie grane były przez mężczyzn, nigdy nie było możliwości uczestniczenia w tych obrzędach kobiet. Zwyczaj ten z roku na rok zanika. Jest podtrzymywany jedynie w organizowanej na przełomie stycznia i lutego imprezie – Gody Żywieckie.

Dawniej, w różnych regionach Polski, zazwyczaj w tłusty czwartek odbywał się tzw. Comber wywodząca się ze średniowiecza ludowa zabawa zapustna. Najdokładniejsze przekazy dotyczące tego zwyczaju zachowały się jedynie na temat obchodów w Krakowie, gdzie przekupki urządzały na Rynku zabawę z pijatyką i tańcami. Zwyczaj ten być może trafił do Polski w okresie średniowiecza i został przyniesiony przez osadników niemieckich. Comber w Krakowie był urządzany aż do 1846 roku, gdy władze austriackie zabroniły jego obchodów. Dzisiaj, szczególnie na południu Polski, babskim combrem nazywa się spotkanie w kobiecym gronie. Wśród górników babski comber jest odpowiednikiem męskiej karczmy piwnej i odbywa się w okolicach Barbórki.

Chodzenie z kozą to kolejny zwyczaj kultywowany pomiędzy tłustym czwartkiem a środą popielcową, czyli w ostatnich dniach, kiedy, zgodnie z nauką Kościoła, można odbywać huczne zabawy. Wówczas przez wieś przetaczały się barwne korowody przebierańców z kukłami przedstawiającymi zwierzęta, jak niedźwiedź, koń i bocian lub postaci jak diabeł, młoda para czy kominiarz. Chodzenie z koząwywodzi się z pogańskich obrzędów. Centralną postacią korowodu była koza. Jeden z uczestników przebierał się za kozę, narzucał sobie na głowę i ramiona wywrócony włosem na wierzch kożuch, w ręku trzymał kij z osadzoną na nim drewnianą głową, obitą kozią skórą i ozdobioną rogami, a na szyi zawieszony miał dzwonek. Odgrywano scenki z jej udziałem, tańczono z nią przy ludowych piosenkach, przedstawiano pantomimę. Koza, chodząc od domu do domu z wielkim hałasem, zbierała od gospodarzy drobne pieniądze, kołacz lub inne przysmaki. Po głośnym, pełnym zabaw przemarszu przez wieś, w karczmie organizowano huczną zabawę zwaną podkoziołkiem, która odbywała się w zapustny wtorek, a brały w niej udział dziewczęta, które podczas mijającego karnawału nie wyszły za mąż. Nazwa podkoziołek wywodzi się od kozła, zwierzęcia symbolizującego w Wielkopolsce witalność i seksualność. Do czasów współczesnych obrzęd ten przetrwał na Kujawach.

Jednym z najbardziej teatralnych polskich obrzędów karnawałowych odbywających się w Jedlińsku od 1860 r. jest Ścięcie Śmierci. Zwyczaj ten obchodzony jest w każdy wtorek przed wielkim postem. W ten dzień na ulice Jedlińska wychodzą przebierańcy, zwani kusakami. Wszystkie postaci, w tym także kobiece, grają mężczyźni. Najliczniejszą grupę przebierańców stanowią diabły. Widowisko ukazuje sąd nad Śmiercią i jej ścięcie, po czym kondukt przebierańców obchodzi wieś docierając na cmentarz, gdzie śmierć jest grzebana.
Tekst spektaklu oparty jest na wierszowanym XIX-wiecznym opisie, którego autorem był proboszcz Jedlińska, ks. Jan Kloczkowski. Zwyczaj ścinania Śmierci jest najprawdopodobniej pamiątką po prawie miecza, które posiadał Jedlińsk będąc miastem. Na mocy tego prawa ścinano zbrodniarzy. Gdy prawo to upadło, zaczęto organizować zabawę ludową „Ścięcie Śmierci”. Według etnografów to jedyne takie widowisko w Polsce, kończące okres tzw. kusych dni, czyli od tłustego czwartku do środy popielcowej.

Dawniej w środę popielcową obchodzono tradycyjny zwyczaj ludowy – Popielcowe klocki. O północy ze środy na czwartek bicie dzwonów kościelnych oznajmiało mieszkańcom koniec zapustów i rozpoczęcie postu, schodzono się wówczas w karczmach, by „przepłukać zęby po zapustnym mięsie” lub na tzw. „kloca”. Zwyczaj ten popularny był już w XVII wieku.
Popielcowe klocki obchodzono także w innej formie. W Środę Popielcową osoby stanu wolnego karano, zmuszając do ciągnięcia kloca. Zwyczajowi temu towarzyszyła szczególna uroczystość, która polegała na przyczepianiu klocków pannom i kawalerom za karę, że w czasie karnawału nie zawarli związków małżeńskich. Przykładowo w Rzeszowskiem, chłopcy przyciągali kloc do domu, w którym mieszkała panna i jeżeli złożyła ona okup chłopcy ciągnęli go dalej, a jeśli tego nie zrobiła, sama musiała ciągnąć go do następnego domu niezamężnej dziewczyny. Głównym celem tej zabawy było humorystyczne napiętnowanie osób unikających małżeństwa, które uważano za podstawowy obowiązek społeczny oraz nakłonienie ich do większego zainteresowania tą dziedziną życia. Obrzęd kończył się w karczmie, gdzie należało okupić go wódką.


W Popielec obchodzono także inny ludowy zwyczaj związany z symbolicznym wejściem młodych mężatek do grona starszych kobiet – tzw. Wkupne do bab. Był on znany na Kujawach, w Kaliskiem i Poznańskiem, na Mazowszu, w Krakowskiem i Lubelskiem. Zwyczaj polegał na tym, że starsze kobiety przyjeżdżały po młodą mężatkę półwoziem przystrojonym w kolorowe chusty i przy radosnych śpiewach przewoziły ją do karczmy. W czasie drogi groziły młodej przewróceniem pojazdu, od czego musiała się ona wykupić datkiem pieniężnym. W innych regionach do zwożenia mężatek używano innych pojazdów, np. taczek popychanych przez „niedźwiedzia” (czyli przebranego chłopca). Po przybyciu do gospody rozpoczynała się zabawa, w której z początku uczestniczyły wyłącznie kobiety; mężczyźni byli odganiani ożogami i woreczkami z popiołem.

Okres zabaw kończyły liczne ceremonie zamykania zapustu, między innymi: parodystyczne kazania ostatkowe wygłaszane o północy, ludowe wieszanie śledzia lub symboliczne zabijanie grajka (rozbijano mu nad głową garnek z popiołem i wypuszczano kota, symbolizującego jego duszę), a także tracenie Bachusa czy ścinanie Zapustu. Nie sposób jednak wymienić wszystkich, które na trwale zagościły na polskich wsiach. Dzięki tym zwyczajom ludzie spędzali wspólnie czas w ten ostatni wieczór przed rozpoczynającym się Wielkim Postem i na szczęście, w wielu regionach zwyczaje te przetrwały do dziś.

Oprac. Aleksandra Szymańska

Źródła:

Z. Gloger, Encyklopedia staropolska ilustrowana, Warszawa 1978
Z. Gloger, Rok polski : w życiu, tradycyi i pieśni, Szczecin 2011
J. Kamocki, Polski rok obrzędowy, Kraków 2008
A. Karczmarzewski, Ludowe obrzędy doroczne w Polsce południowo-wschodniej, Rzeszów 2011
B. Ogrodowska, Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne, Warszawa 2009
www.teatrapolskie.e-teatr.pl