Zima to najspokojniejszy czas w gospodarstwie. Nie oznacza to jednak, że na folwarku zamierała praca. Należało między innymi przygotować narzędzia rolnicze na wiosnę, sieci do połowu ryb, wypleść kosze, wybudować lodownię i wymłócić zboże. Kobiety zajmowały się przędzeniem lnu, wełny, tkaniem płótna i samodziałów.

Zima w ziemiańskim dworze to nie tylko czas przygotowań do zbliżających się świąt Bożego Narodzenia, które rozpoczynały się wraz z nastaniem adwentu, ale również okres intensywnej pracy w gospodarstwie. Należało przygotować wszelkie narzędzia niezbędne do wiosennych prac polowych. W długie zimowe wieczory robotnicy folwarczni robili sieci i niewody, przygotowywali gont na pokrycie i reperację dachów. Ogrodnicy wyplatali kosze i maty, a dzieci i starszyzna zajmowali się darciem pierza.

W tak zwanych kolendach dla gospodyń ziemianki mogły znaleźć przypomnienia gospodarskie na każdy miesiąc roku. W styczniu powinny „dbać, aby kury nie przemarzły w silne mrozy”, w lutym – „okres rozmnażania, nieśność wzmaga się u kur, gęsi i kaczki zaczynają składać jaja; należy je wypuszczać w czasie odwilży na dwór, aby mieć jaja zapłodnione”, natomiast w marcu należało „starać się nasadzić drób wszelki na jaja” i dobrze odżywiać. Hodowla drobiu, obok ogrodnictwa była bowiem dziedziną, którą panie we dworach zajmowały się najczęściej i najchętniej.

Informacje o podstawowych obowiązkach gospodarskich były też umieszczane na łamach czasopisma „Ziemianka Polska”. W jednym z numerów pisano: „w ciągu trzech miesięcy zimowych należy pokryć krowy, zamówić nasiona ogrodnicze, zachęcić do zrobienia lodowni w każdej wsi, przypomnieć o robieniu przerębli, by ryby nie posnęły”.

Przygotowanie lodowni należało do ważniejszych zimowych prac we dworze. Bez zapasów lodu duża ilość szybko psującej się żywności poszłaby na straty. Najlepszym miejscem do zbudowania lodowni był osłonięty drzewami cienisty pagórek. Kopano w nim głęboki dół, jego ściany murowano lub budowano podwójną konstrukcję drewnianą wypełnioną słomą lub innymi materiałami nieprzewodzącymi ciepła. Sklepienie było pokryte ziemią i darnią, a podłoga torfem. Świeży lód zwożono najczęściej w styczniu, w bardzo mroźne, pogodne i suche dni. Temperatura wewnątrz pomieszczenia wynosiła średnio około 50 C.

Zima była też okresem wytężonej młocki, która zaczynała się wraz z końcem żniw, a kończyła niekiedy dopiero na wiosnę. Na ziemiach polskich w pierwszej połowie XIX wieku używano do tego celu cepów. Mechaniczną młocarnię sprowadził jako pierwszy Dezydery Chłapowski do swojego majątku w Turwi w 1820 roku. Dopiero w drugiej połowie XIX wieku wynalazek ten stał się bardziej powszechny. Początkowo młocarnie były napędzane końmi poprzez kieraty, potem używano lokomobili, traktorów i silników elektrycznych. Niekiedy jedna taka maszyna była wykorzystywana przez kilku gospodarzy i pracowała bez wytchnienia przez całą jesień i zimę.

Wiele rodzin ziemiańskich prowadziło w swoich majątkach inspekty i zajmowało się uprawą roślin egzotycznych. Na tego typu hobby mogli sobie pozwolić jedynie najbogatsi, bowiem koszty utrzymania i zakupu roślin były bardzo wysokie. Dobrze prowadzone i właściwie zarządzane inspekty i szklarnie przynosiły swoim właścicielom spory dochód, zasilały również dworską kuchnię.

W okresie zimowym zajmowano się również przędzeniem lnu i wełny, tkaniem płótna i samodziałów. Kobiety wiejskie zbierały się głównie w chałupach, ale były też zapraszane do dworu, gdzie wspólnie pracowały, śpiewały i plotkowały. Do końca dwudziestolecia międzywojennego ziemiaństwo było ważnym odbiorcą modnego wówczas rękodzieła ludowego.

Od grudnia pełną parą pracowały dworskie gorzelnie. Z początkiem XIX wieku zboże, które do tej pory stanowiło podstawowy surowiec do produkcji spirytusu zastąpiły tańsze ziemniaki. W Królestwie Polskim w połowie XIX wieku obowiązywały specjalne zarządzenia mające na celu ograniczenie jego produkcji, a co za tym idzie postępującego alkoholizmu wśród ludności wiejskiej. Zgodę na prowadzenie gorzelni mogły otrzymać majątki, które posiadały ponad 20 włók ziemi ornej (około 340 hektarów), jednocześnie nałożono na nie dość wysokie podatki. Jednak wprowadzona akcyza nie zdołała zahamować szerzącego się pijaństwa. Nadal głównym odbiorcą wódki z gorzelni dworskich pozostawały pobliskie karczmy. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, produkcja i sprzedaż alkoholu podlegała całkowitej kontroli państwa.

W wielu dworach w okresie zimowym ziemianki podejmowały się prowadzenia szkółek dla dzieci włościan. Udzielały im lekcji czytania, rachunków, zasad higieny. Dziewczęta uczestniczyły w zajęciach haftu, szycia czy robienia koronek, natomiast chłopców uczono wykonywania prostych przedmiotów z drewna.

Długie zimowe wieczory wypełniano wspólnymi rozmowami, czytaniem i muzykowaniem. Wiele majątków mogło poszczycić się bogatym księgozbiorem, kolekcjonowanym od pokoleń. Oprócz podręczników rolniczych, poradników gospodarczych i książek o tematyce religijnej i historycznej gromadzono również beletrystykę polską i obcą, najczęściej francuską. Rytuał wspólnego wieczornego czytania przetrwał we wspomnieniach wielu przedstawicieli rodzin ziemiańskich.

W marcu, gdy dni stawały się coraz dłuższe, a na niebie pojawiały się zwiastujące wiosnę jaskółki zaczynał się nowy okres w życiu dworskim. Ziemianie oddawali się wówczas innym pracom i rozrywkom, zmieniał się ich codzienny rytm dnia, rozpoczynały się prace polowe, jarmarki. Z niecierpliwością czekano na Wielkanoc, a potem Zielone Świątki, podczas których urządzano wystawne bale.

Tekst: Joanna Radziewicz

Źródła:

1. Łozińska M.: W ziemiańskim dworze – codzienność, obyczaje, święta, zabawy, Warszawa 2010
2. Obyczaje w Polsce: od średniowiecza do czasów współczesnych, praca zbior. pod red. A. Chwalby, Warszawa 2005