Rzucanie monetą, lanie wosku, „wyścigi” butów i obserwacja zwierząt – to tylko niektóre sposoby na poznanie swojej przyszłości. Od wieków to właśnie koniec listopada jest czasem, w którym według tradycji – najłatwiej jest przejrzeć zasłonę skrywającą nasze dalsze losy i dowiedzieć się co nam jest pisane. Do dziś część z nas świętuje Andrzejki, niektórzy pamiętają także o Katarzynkach ale mało kto wie, skąd wzięły się te zwyczaje i jaka jest ich geneza.

W tradycji ludowej od dawna listopad był czasem magicznym. Z jednej strony pora roku i pogoda sprawiały, że nie było wtedy już pracy w polu i zaczynały się coraz dłuższe zimne wieczory, które należało jakoś zagospodarować. Z drugiej strony wierzono, że od początku miesiąca po ziemi błąkają się duchy i kontakt z zaświatami jest bliższy niż kiedykolwiek, co sprzyja wróżbom i odkrywaniu tajemnic. Dziś w pamięci mamy głównie Andrzejki, które są czasem zabaw i wróżb koedukacyjnych ale dawniej w wigilię św. Andrzeja swoją przyszłość poznawały tylko panny. Kawalerowie zbierali się kilka dni wcześniej w tzw. Katarzynki.

Geneza obu tych świąt nie jest do końca znana. Katarzynki często są łączone ze św. Katarzyną Aleksandryjską. Żyła ona w III wieku w Egipcie. Krytykowała prześladowania chrześcijan i weszła w konflikt z cesarzem, za co została skazana na śmierć. Jest jedną z popularniejszych świętych i patronuje m.in. kawalerom szukającym swojej wybranki. Święty Andrzej z kolei był nazywany apostołem Słowian i o jego wstawiennictwo proszono w sprawach matrymonialnych. Wszystko to pasuje doskonale do idei Katarzynek i Andrzejek, ale jedna ważna kwestia przeczy temu, aby uznać, że święto to pochodzi z tradycji chrześcijańskiej. Kościół wszak od zawsze walczył z wróżbiarstwem łącząc je z obcymi kulturami i złymi mocami. Bardziej prawdopodobne jest, że tak jak w przypadku innych zwyczajów, te także pochodzą z wierzeń przedchrześcijańskich, a ponieważ były mocno zakorzenione i trudne do wyplenienia, Kościół nadał im formę, patronów i konkretną datę.

Długo Katarzynki i Andrzejki istniały równolegle. Obchodziło się je podobnie. Był to czas odkrywania przyszłości, ale zdecydowana większość wróżb miała charakter matrymonialny. Wróżono na różne sposoby, z wykorzystaniem różnych atrybutów. Część tych sposobów poznawania przyszłych losów jest znana i dziś. Jedną z ważniejszych metod wróżenia była i jest ceromancja czyli lanie cyny lub ołowiu do wody. Z czasem cyna i ołów zostały zastąpione przez roztopiony wosk.  Lało się go na wodę przez ucho od klucza – klucz był tu nieodzowny bowiem to on miał symbolicznie otwierać bramę do innego świata. W zetknięciu z wodą wosk zastygał tworząc różne kształty, którym potem przypisywano odpowiednie znaczenie.

Innym sposobem wróżenia było ustawianie naprzemiennie butów należących do osób biorących udział  w ceremonii. Buty ustawiano od ściany do drzwi – czyj but pierwszy przekroczył próg ta osoba miała pierwsza odbyć rytuał przejścia jakim jest ślub. Od tego zwyczaju pochodzi przysłowie „której but na progu stanie, pierwsza panna na wydanie”.

W tym czasie bardzo ważne były także sny. To co się śniło w noc przez dniem św. Katarzyny lub św. Andrzeja było proroctwem na najbliższy czas. Dla mężczyzn dobrą wróżbą było pojawienie się we śnie kury – oznaczała ona spotkanie odpowiedniej kobiety. Jeśli kura była czarna, kobieta ta miała być wdową. Z kolei sen o czarnym koniu zwiastował starokawalerstwo. Popularne było także wkładanie pod poduszkę karteczek z imionami lub literami. Pierwsza wyciągnięta rano karteczka wskazywała jakie imię będzie nosiła wybranka lub wybranek lub jaka będzie pierwsza litera tego imienia. Stąd powiedzenie „w noc świętej Katarzyny pod poduszką są dziewczyny”.

Ogromne znaczenie we wróżbach miała obserwacja przyrody i zwierząt gospodarskich. Kobiety piekły specjalne placki dla psów, przynosiły im kulki z ciasta lub kości – ta, od której pies zjadł smakołyk, miała szansę na najszybsze zamążpójście. Z kolei kierunek, z którego rano usłyszało się szczekanie psów był kierunkiem, z którego miał nadejść narzeczony. W niektórych regionach do domu, w którym odbywał się wieczór wróżb wpuszczano gąsiora – tej osobie, którą uszczypnął pisana była zmiana stanu cywilnego.

Początkowo wszystkie wróżby traktowane były bardzo poważnie. Wróżono pojedynczo, aby nie doszło do żadnej pomyłki. Z czasem w wieczorach wróżb zaczęły brać udział całe grupy młodych osób. Z biegiem lat dzień św. Andrzeja wyparł Katarzynki i dziś jest właściwie jedyną datą, którą kojarzymy z wróżbami. Bardzo długo było to jedno z najpopularniejszych świąt w kulturze ludowej. Organizowano wtedy spotkania zabawy i ogniska połączone z wróżbami. Stopniowo i to się zmieniało. Coraz mniej osób wierzyło w moc przepowiedni i Andrzejki stawały się głównie okazją do hucznej zabawy przed zbliżającym się Adwentem.

Dziś o Katarzynkach już prawie zapomniano, a Andrzejki są traktowane głównie jako atrakcja do zabawy dla dzieci lub młodzieży. Nie trzeba wierzyć we wróżby, ale warto pamiętać o tych zwyczajach i kultywować je. To nie tylko nasza odwieczna tradycja, ale także świetna okazja do zabawy w gronie bliskich. A w zalewie przeróżnych obcych świąt to także dowód na to, że mamy swoje, bardzo ciekawe i atrakcyjne zwyczaje, z których możemy być dumni.

Tekst: Magdalena Trzaska