XIX-wieczna pasja ludoznawcza wielu polskich etnografów, z Oskarem Kolbergiem na czele, doprowadziła do zgromadzenia ogromnego materiału etnograficznego, dotyczącego życia polskiej wsi. Stało się to u progu gwałtownych przemian kulturowych, gospodarczych, czy obyczajowych, które miały wkrótce diametralnie zmienić krajobraz kulturowy obszarów wiejskich. Materiał ten obfituje również w przekazy dotyczące wierzeń, przekonań i praktyk, związanych z cudem nowego życia. Ponieważ temat wierzeń związanych z ciążą i połogiem jest niezwykle rozległy, poniższe przedstawienie jest jedynie krótkim i subiektywnym wyborem zagadnień, traktujących o ciąży i porodzie starodawnej polskiej wsi.

W tradycji ludowej gdy kobieta zaszła w ciążę, rozpoczynała okres swojego życia przez etnologów określany jako liminalny. Czyli taki, w którym na jakiś czas jest się wyłączonym ze społeczności. Rytualne wyłączenie ustanawia uczestnika w pozycji zewnętrznej, czyli narażonej na niebezpieczeństwo wszelakich mocy „nie z tego świata”. Jest jednak konieczne aby mogło dokonać się przeistoczenie zainteresowanego: zmiana jego społecznego statusu. Podobne praktyki, znane z etnograficznych opracowań na całym świecie, dotyczyły także polskich matek z terenów wsi. „Bycie przy nadziei” – od rozpoznania aż po wywód – było na polskiej wsi traktowane jako rytuał przejścia, a osoba, która mu podlegała znajdowała się w wyjątkowym, niebezpiecznym położeniu.
Początek obrzędu przejścia to moment wyłączenia ze społeczności. W wypadku kobiet brzemiennych stawało się to dyskretnie, raczej nie traktowano tego faktu jako czegoś, czym można by się chwalić; ale prędzej czy później cała wieś wiedziała o nowym tymczasowym statusie przyszłej matki. Kobieta od tej chwili na jakiś stawała się przedstawicielem orbis exterior – świata zewnętrznego. Przynależność do tej zewnętrznej rzeczywistości w kulturze ludowej zawsze oznacza ambiwalentne wartości. Osoba z tamtego świata jest niebezpieczna i nieprzewidywalna; a przy tym jest konieczna i potrzebna jako ta, która posiada kontakt ze sferą sacrum. Dla kobiet był to ostateczny obrzęd przejścia na ich drodze do osiągnięcia najwyższego stopnia dojrzałości społecznej – po chrzcie, bierzmowaniu i ślubie ostatni, który ostatecznie sankcjonował pozycję we wspólnocie.
Zajście przez kobietę w ciążę traktowane więc było jako Boże błogosławieństwo, oczywiście pod warunkiem, że stało się to w zinstytucjonalizowanym związku. Największym powodem do dumy było, gdy pierworodny urodził się chłopiec. Z kolei gdy małżeństwo przez długi czas nie miało dzieci, oznaczało to przekleństwo, które mogło wręcz prowadzić do częściowego wykluczenia ze społeczności.
Bycie dotkniętym łaską Bożą nie stało w sprzeczności z faktem, że przyszła matka w trakcie ciąży stawała się „niebezpieczna” dla otoczenia. Nie mogła na przykład zajmować się pracą w polu, a nawet wchodzić na jego teren, mogłoby to bowiem skutkować wyjałowieniem ziemi. Czerpanie wody ze studni groziło jej zatruciem. Z kolei wkroczenie w teren obcego domu mogło prowadzić do utraty zbiorów, czy sprowadzać inne nieszczęścia. Zabronione było pieczenie chleba i rozniecanie ognia przez kobiety „spodziewające się”, czynności te bowiem w kulturze ludowej były wysoce sakralne i otoczone szczególną oprawą rytualną.
Wchodzenie z kobietą ciężarną w relacje mogło źle skończyć się dla kontaktów międzyludzkich. A już kategorycznie zabronione było jej wchodzenie do kościoła. Gdyby to się stało, społeczność mogła wymagać od lokalnego księdza natychmiastowego nabożeństwa, mającego oczyścić „zbezczeszczone” święte miejsce.
Dla bezpieczeństwa wsi kobiety brzemienne mogły wychodzić z domu tylko po zmroku. To stawiało je wobec podwójnego zagrożenia. Po pierwsze noc to w ludowych wierzeniach czas zasadniczo niebezpieczny – po zmroku wychodziło się zawsze na własne ryzyko przez wzgląd na różne czyhające na człowieka złe siły.. Będąc bowiem w fazie liminalnej przyszła matka była szczególnie narażona na zakusy „złego” – diabła, upiorów, strzyg, topielców… Kobiety zatem raczej nie korzystały z tego przywileju.
W związku z wyraźną podatnością na działania różnych sił niepożądanych, stan błogosławiony wymuszał na mieszkance wsi wielką ostrożność we wszystkich swoich działaniach. Liminalność znacznie zwiększała podatność na uroki, które przeważnie rzucano właśnie poprzez kontakt wzrokowy. Z kolei „zapatrzenie się” na coś mogło na stałe spowodować różnego rodzaju negatywne efekty w przyszłym dziecku. Gdyby na przykład zapatrzyła się na ogień, dziecko niechybnie pokryte będzie plamami na skórze; przeciągłe spojrzenie na mysz oznaczało w przyszłości dziwne owłosienie potomka.
Kontakty między brzemienną a społecznością odbywały się głównie poprzez pośrednictwo „babki” – lokalnej znachorki. Kobiety te, często stare panny lub też matki bardzo wielu dzieci, poza pełnieniem funkcji ludowych lekarzy, były również akuszerkami: opiekunkami przed- i przyporodowymi. Jako osoby ze styku światów wewnętrznego i zewnętrznego nadawały się doskonale do roli łączników przeprowadzających przyszłe matki przez trudny, liminalny etap.
Przygotowania do porodu wiązały się przede wszystkim z zabiegami magicznymi. Należało zatem zdjąć całą biżuterię, rozpleść włosy i wygonić wszystkich z chałupy. Gdy poród był szczególnie ciężki, ludowe akuszerki zalecały obchodzenie stołu dookoła i odmawianie różańca; stosując magię rozwiązywania rozplątywały wszystkie supły jakie znalazły w pobliżu. Czasem, zwłaszcza na wschodzie słowiańszczyzny, stosowano rytuał Kuwady. W jego trakcie mąż w izbie obok udawał cierpienia porodowe. Miało to odjąć cierpień rodzącej.
Gdy poród się udał, „babka” dokonywała pierwszej kąpieli dziecka. Woda z niej miała wyjątkowe właściwości magiczne. Wylewano ją wyłącznie w miejscach granicznych (miejscach styków świata wewnętrznego i zewnętrznego) – czyli na przykład pod płot lub na skrzyżowaniach dróg. Łożysko było zakopywane w obrębie chaty, najczęściej przy piecu lub pod progiem. Traktowane jako esencja życia, miało napełniać witalnością cały dom. W okresie połogowym kobietę wciąż obowiązywały podobne sankcje jak wcześniej, z tym, że tym razem niebezpieczeństwo dla otoczenia było jeszcze większe. Dlatego zdarzało się, że przez ten czas (czasem nawet 40 dni) dla bezpieczeństwa „babka” pełniła funkcję gospodyni i mieszkała z rodziną. „Wywód”, czyli rytuał ponownego włączenia świeżo upieczonej matki do społeczności, a zatem zakończenia okresu liminalnego, odbywał się na ogół 6 tygodni po porodzie. Kobieta musiała wejść bocznymi drzwiami do kościoła – dopiero po nabożeństwie wychodziła główną bramą, co było znakiem przekroczenia granicy i ostatecznym zakończeniem czasu liminalnego.


Wiele z powyżej przedstawionych przykładowych obyczajów dotyczących ciąży i porodu odeszło w zapomnienie, a dowiedzieć się o nich możemy jedynie dzięki skrupulatnej działalności ludoznawców sprzed lat. A jednak – czy aby na pewno świat magicznych praktyk, związanych z cudem nowego życia, przepadł zupełnie i bezpowrotnie? Czy wyjątkowy, liminalny status kobiet przy nadziei to co najwyżej etnograficzna ciekawostka i nie widzimy jej śladu we współczesnym świecie? Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi, zachęcając do osobistych przemyśleń.

Jan Barański