Według bajek i romantycznych filmów moment ten jest często finałem, osiągniętym celem. Jeśli traktowany jest jako początek to jedynie jako początek długiego i szczęśliwego życia. W rzeczywistości ślub i wesele – bo o nich mowa – są bardzo ważnymi obrzędami przejścia, które potrafią dać zarówno szczęście jak i być przyczyną wielu stresów i łez. Jak by go jednak nie traktować – praktycznie w każdej kulturze jest obchodzony bardzo wystawnie i obwarowany wieloma zasadami i zwyczajami. Nie inaczej jest w tradycji białoruskiej.

Rytuały przejścia to cykl obrzędów towarzyszących przechodzeniu z jednego stanu do innego. Mają one za zadanie przygotować człowieka do swoistego przeistoczenia – następują bowiem w takich momentach życia, po których nic już nie jest takie jak wcześniej. Jednym z takich rytuałów jest ślub i następujące po nim wesele. Momenty te nie tylko łączą dwoje ludzi i ich rodziny, ale sprawiają także, że całkowicie zmienia się rola społeczna tych osób oraz ich zadania i obowiązki. To dlatego towarzyszy im tyle zasad, które trzeba przestrzegać i często mimo różnych kultur – są one tak podobne do siebie.

Ślub i wesele białoruskie ze względu na bliskie sąsiedztwo zarówno geograficzne jak i kulturowe mają wiele elementów wspólnych z polskimi obrzędami, ale też wiele je różni. Zanim w ogóle będzie mogło dojść do ślubu odbywają się swaty. Dawniej dziewczynę wybierał nie tyle sam chłopak co jego matka. Oceniała jaką gospodynią jest dana kandydatka, jakie ma talenty, jak dobrze będzie prowadzić dom. Przyszły pan młody odwiedzał rodziców wybranki często razem ze swoją rodziną lub z sołtysem danej wsi. Dziewczyna mogła się zgodzić, ale miała też prawo odmówić. Gdy jej decyzja była odmowna, wręczała chłopakowi dynię lub rzucała mu pod nogi coś niepotrzebnego. Dla starającego się był to powód do wstydu, dlatego tradycyjnie swaty odbywały się po zmroku, aby moment ten miał jak najmniej świadków. Jeśli dziewczyna wyraziła zgodę rodziny zaczynały się targować i ustalać posag oraz termin uroczystości.

Na tydzień przed weselem odbywało się zapraszanie gości. Przyszła panna młoda w pięknym ozdobionym wstążkami stroju przechadzała się po wsi w towarzystwie swojej druhny i zapraszała na uroczystość. W wielu rejonach zapraszani byli wszyscy, których wtedy dziewczyna spotkała, także przypadkowe osoby.

Następnym etapem była tzw. „zborna subota”. W domu młodej spotykały się kobiety i pomagały jej przygotować się do wesela. Sadzały ją na wełnie, która symbolizowała dostatek, ubierały pięknie i zaplatały warkocze śpiewając przy tym przeznaczone na tę okazję pieśni.

Bardzo ważną czynnością przed uroczystością był wypiek weselnego chleba – korowaja. Czasem piekły je kobiety wspólnie, ale były także regiony, gdzie taki chleb mogła piec tylko wybrana do tego celu mężatka. Musiała ona być odpowiednio zamożna i żyć w szczęśliwym związku małżeńskim, aby te cechy przekazać w cieście młodym.

Istotnym elementem, który należało wcześniej przygotować był strój weselny. Według tradycji panna młoda powinna była sama go utkać, uszyć i wyhaftować. Na taki strój składała się koszula z wyhaftowanymi czerwonymi wzorami – symbolami czystości, spódnica, fartuch, specjalny pas i wianek.

W dzień ślubu pan młody przyjeżdżał do domu swojej wybranki. Tam wspólnie kłaniali się rodzicom i prosili o błogosławieństwo. Trzykrotnie musieli też obejść stojący w izbie stół i pokłonić się czterem stronom świata i wszystkim ikonom wiszącym na ścianach.

Na wesele państwo młodzi jechali zazwyczaj furmankami lub bryczką ozdobioną kwiatami i dzwoneczkami oraz zaprzężoną w dwa konie. Na drodze, którą jechali musiały być rozłożone ręczniki obrzędowe. Takie ręczniki w tradycji białoruskiej towarzyszą ludziom na wszystkich etapach ich życia. Dwa końce ręcznika symbolizują początek i koniec, a między nimi zapisany jest człowieczy los. Na takim ręczniku młodzi stawali także w cerkwi i na progu domu weselnego, gdzie witano ich chlebem i solą. Potem zaś musieli przejść po zwierzęcej skórze, co miało im zapewnić dostatek.

W domu weselnym para młoda siadała pod ikoną św. Mikołaja, na ławie, na której leżały zebrane przez gości pieniądze. Karmiono ich obrzędowym chlebem – korowajem. Pannie młodej dawano do ukołysania polano owinięte w płótno, co miało zwiastować płodność.

Jednym z ważniejszym momentów uroczystości były oczepiny. Świekra czyli matka męża zdejmowała młodej z głowy wianek i zawiązywała białą chustkę, pod którą chowała włosy. To był symbol wejścia do grona mężatek. Wianek młodej przechodził potem z rąk do rąk, niezamężne kobiety przymierzały go, aby przyspieszyć tym swoje zamążpójście.

Tradycyjnie wesele takie trwało trzy dni. Oczepiny miały miejsce pod koniec pierwszego dnia. Po nich para młoda udawała się do sypialni, a ich miejsce zajmowała para, która miała odgrywać ich role. Prawdziwi młodzi wyłaniali się ponownie dopiero rankiem.

Całą uroczystość kończył zwyczaj łamania ławy. Aby ta para nie miała już nigdy kolejnego wesela, łamano ławę na której siedzieli podczas uroczystości.

Wszystkim etapom obrzędu towarzyszyły specjalne pieśni. Wiele z nich było smutnych i bardzo nostalgicznych – miały podkreślać wagę wydarzenia, przeistoczenia państwa młodych. Pieśni podkreślały także fakt, że przejście z jednej roli w następną będzie trudne, często okupione łzami i bólem. Z jednej strony uświadamiały to, a z drugiej umożliwiały  rozładowanie nagromadzonych emocji.

Dziś, tak jak w innych państwach wesele staje się coraz bardziej ujednolicone. Część zwyczajów wygasła, inne wciąż towarzyszą ludziom, ale tak jak wszędzie – coraz mniej osób ma świadomość w jakim celu się je stosuje. A przecież ślub i wesele bez względu na miejsce i epokę wciąż są ważnymi rytuałami przejścia, zamykającymi bezpowrotnie jeden etap, aby rozpocząć kolejny.

Tekst: Magdalena Trzaska

 

Źródła: www.naviny.belsat.eu

www.swiatrolnika.info

www.belarusfacts.by