Dawniej dzień Świętego Marcina zwiastował zakończenie roku gospodarskiego oraz zamknięcie sezonu połowu dla rybaków. 11 listopada kończył się też termin wszelkich rozliczeń finansowych. Urządzano wówczas zabawy z tańcami i wróżbami, na których raczono się potrawami nawiązującymi do legendy o żywocie św. Marcina. Nieodłącznym atrybutem wieczorów marcińskich była pieczona gęś. W niektórych regionach, zwłaszcza w Wielkopolsce i na Śląsku wypiekano tradycyjnie rogale świętomarcińskie.

Biskup Marcin z Tours (316-397) jest „świętym niepodzielonego chrześcijaństwa”, czczonym również przez Kościół ewangelicki, prawosławny i anglikański. Urodził się około 316 roku w Panonii, na terenie dzisiejszych Węgier, w rodzinie pogańskiej. Był synem rzymskiego legionisty, a gdy dorósł podobnie jak ojciec został żołnierzem. W tym czasie miało miejsce zdarzenie, które całkowicie odmieniło jego życie. Spotkał na swojej drodze żebraka, któremu oddał połowę swojej opończy. Następnej nocy ukazał mu się Chrystus odziany w ten płaszcz i mówiący do aniołów: „To Marcin okrył mnie swoim płaszczem”. Pod wpływem tego wydarzenia przyjął chrzest i opuścił wojsko, uważając, że to koliduje z zasadami wiary.

Następnie przeniósł się do Poitiers we Francji, gdzie został uczniem biskupa, św. Hilarego jako diakon. Po pewnym czasie osiadł jako pustelnik na wysepce Gallinaria w pobliżu Genui, gromadząc wokół siebie wielu uczniów. W 361 roku założył pierwszy klasztor w Galii. Dziesięć lat później lud wybrał go biskupem Tours. Święty Marcin nie był zdecydowany na przyjęcie tej godności. Jak głosi legenda schował się do klasztornej szopy przed delegacją kapłanów, którzy przybyli by ogłosić mu tę radosną nowinę. Jednak gęsi znajdujące się w pomieszczeniu podniosły straszną wrzawę zdradzając miejsce jego ukrycia. Po uroczystym ingresie nowego biskupa, głównym daniem na wieczerzy była gęś. Tradycja jej pieczenia przetrwała do dziś.

Jako pasterz diecezji święty Marcin nadal prowadził surowe życie zakonnika. Klasztory, które zakładał, łączyły koncepcję życia mniszego z pracą misyjną. Sam odbył wiele wypraw misyjnych. Rozpoczął chrystianizację prowincji galijskiej i prowadził ją w sposób bardzo systematyczny. Był znanym apostołem wsi. Jako były wojskowy nie zrażał się niepowodzeniami, ale konsekwentnie realizował wytyczone sobie zadania.

Święty Marcin zmarł 8 listopada 397 roku w Candes podczas podróży duszpasterskiej. Jego ciało sprowadzono Loarą do Tours i pochowano 11 listopada. Święto ku Jego czci ustanowiono w połowie VII wieku na dzień jego pochówku. Święty Marcin został uznany za patrona: pasterzy, żebraków, kowali, młynarzy, żołnierzy, właścicieli winnic, a także opiekuna bydła i ptaków.

Dla mieszkańców dawnej wsi polskiej 11 listopada był dniem zamykającym wszelkie prace polowe i sezonowe. Wierzono bowiem, że zakłócanie zimowego wypoczynku ziemi może zakończyć się tym, że w przyszłym roku nie wyda ona żadnych plonów. Kończono gromadzenie zapasów na zimę. Na świętego Marcina piwnice zawierały już obfite zapasy żywności, stąd zwano je „Marcinowymi spichlerzami”. Dzień poświęcony temu świętemu, tradycyjnie był wolny od pracy w gospodarstwie. Nie działały też młyny, rybacy zamykali sezon połowów, a ludność wiejska po raz ostatni przed zimą wypuszczała swoje bydło na pastwiska. O zmierzchu zwierzęta zaganiano z powrotem do obór, uderzając je lekko brzozową albo świerkową gałązką, którą nazywano marcinką.

Przed nadejściem adwentu należało również dokonać wszelkich rozliczeń, przy czym termin marcinkowy był ostateczny. Wtedy to płacono żołd żołnierzom, rozliczano zapłatę za cały sezon pracy pasterzy i rybaków, odprowadzano do dworów i na plebanie czynsze i dziesięciny, spłacano prywatne długi, rozliczano się ze służbą oraz zawierano nowe kontrakty.

Na świętego Marcina organizowano zabawy z tańcami i wróżbami, na których spożywano potrawy, nawiązujące do legendy o żywocie tego świętego. Istotnym elementem składanej przez chłopów daniny były gęsi, właśnie w tym czasie najtłustsze i najsmaczniejsze. Dlatego 11 listopada bez umiaru objadano się gęsiną – była to ostatnia okazja by przed adwentem najeść się do syta. Po posiłku gęsi dokładnie oczyszczano i oglądano kość piersiową. Jeśli była biała, zwiastowało to zimę suchą i stałą, jeśli sinawa i czerwonawa – zimę słotną, a gdy była nakrapiana – nadchodząca zima miała być burzliwa i bardzo śnieżna.

Oskar Kolberg tak opisywał zwyczaj spożywania gęsiny na wsi: „Zamożna gospodyni w jesieni, w dzień św. Marcina zabija gęś i piecze w piecu, a gospodarz, obdzieliwszy swą czeladkę cząstkami z tej gęsi, sam sobie zostawia piersi, ostrożnie mięso objada, oczyszcza kość piersiową, a jeżeli biała, rokuje zimę suchą i stałą; jeżeli jest sinawa i czerwona – zimę słotną; jeżeli pół biała od góry, a pół czerwona od spodu, wtedy pierwsze pół zimy ma być suche, a drugie słotne; jeżeli w cętki tu i ówdzie nakrapiana, znaczyć to ma zimę burzliwą i śnieżną”.

11 listopada, w dzień świętego Marcina po raz pierwszy raczono się też młodym winem z bieżącego rocznika. Zwyczaj picia wina świętomarcińskiego był szczególnie silny w Europie Środkowej i dawnych krajach habsburskich, gdzie przepisy prawne zezwalały na jego sprzedaż. Dzisiaj również podaje się tam tegoroczne wina do świętomarcińskiej kolacji z pieczoną gęsią. Lokalne, ludowe zwyczaje kontynuują obecnie producenci wina w Austrii, Czechach, Słowacji i na Węgrzech, a teraz także i w Polsce.

Tradycja świętomarcińska, nakazywała również by tego dnia dzielić się jadłem i napitkiem z najbiedniejszymi. Taką postawę doskonale oddaje legenda o rogalach świętomarcińskich, zgodnie z którą proboszcz poznańskiej parafii pw. św. Marcina, ks. Jan Lewicki, w 1891 roku poprosił wiernych by wzorem patrona parafii też coś zrobili dla biednych na dzień 11 listopada. Cukiernik, Józef Melzer, upiekł wówczas 3 blachy rogali i przyniósł je pod kościół by rozdać najbardziej potrzebującym. W następnych latach dołączyli do niego inni cukiernicy. Według legendy, kształt rogali pochodzi od podkowy zgubionej przez konia św. Marcina, która przyśniła się Józefowi Melzerowi.

Inne źródła podają, że tradycja wypieku rogali sięga czasów pogańskich, kiedy podczas jesiennego święta składano bogom ofiary z wołów, a w zastępstwie zwierzęcia ofiarowano ciasto zwijane na kształt wolich rogów. Jednak bez względu na pochodzenie rogale świętomarcińskie wypieka się do dnia dzisiejszego. Każdego roku, w okolicach 11 listopada mieszkańcy Poznania oraz odwiedzający miasto turyści zjadają nawet około 1 mln sztuk tego regionalnego przysmaku. Produkt ten został wpisany do rejestru chronionych nazw pochodzenia i chronionych oznaczeń geograficznych w Unii Europejskiej.

Ze świętem tym związany jest zbiór przysłów, zwłaszcza tych zwiastujących pogodę:

Na Świętego Marcina lepsza gęś niźli zwierzyna;
Jak pierś z Marcinowej gęsi sina, to będzie sroga zima, a jak biała – to nie będzie statkowała;
Na Świętego Marcina najlepsza gęsina: patrz na piersi, patrz na kości, jaka zima nam zagości;
Na Świętego Marcina zima się zaczyna;
Mróz na Marcina, będzie tęga zima;
Jak Marcin na białym koniu jedzie, to lekką zimę przywiedzie;
Gdy liście przed Marcinem nie upadają, to mroźną zimę przepowiadają;
Jeśli Marcin z chmurami, niestateczna zima przed nami.

Tradycja celebrowania dnia świętego Marcina przetrwała do dziś. Z tej okazji w niektórych rejonach naszego kraju organizowane są różnego rodzaju wydarzenia, jak korowody dzieci przebranych za żebraków niosących lampki adwentowe, konkursy na najdorodniejszą gęś, najsmaczniejsze danie z gęsiny czy najbardziej okazałego rogala.

Tekst: Joanna Radziewicz

Źródła:
1. Tomza, D.: Rogale i gęś na św. Marcina – skąd wzięły się te tradycje? kalendarzrolnikow.pl
2. Dzień Świętego Marcina. polskatradycja.pl
3. Św. Marcina. 11 Listopada. obyczaje-nasze.pl
4. brewiarz.pl