Tkanina dwuosnowowa towarzyszy Karolinie Radulskiej od najmłodszych lat. W jej rodzinnym domu tkaniem zajmowała się jej babcia, Aurelia Majewska. Sama nauczyła się tkać od swojej teściowej, Danuty Radulskiej. Jest to dla niej sposób na zachowanie tkackich tradycji, przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Skąd u Pani zamiłowanie do sztuki tkackiej?
Robię tkaninę dwuosnowową, czyli wełnianą. W zasadzie jest to kontynuacja rodzinnej tradycji. Moja babcia Aurelia zajmowała się tym fachem, natomiast ja nauczyłam się tkać od teściowej Danuty i pracowałam razem z nią.

Czemu ma służyć, według Pani, twórczość artystyczna?
To kontynuacja, podtrzymanie tradycji. Najpierw wyobrażam sobie to, co chcę utkać. Potem przenoszę to coś, o czym chciałabym opowiedzieć, na tkaninę. Można w ten sposób opowiedzieć różne historie: o tym, co mnie otacza, o czym w danej chwili myślę. Można także wykorzystywać kolory do przekazania swoich emocji.

Czy jest coś lub szczególnie miejsca, które Panią inspirują?
Kiedy mam pomysł – przykładowo tkanina będzie przedstawiała sad – wybieram się na spacer koło mojego domu, gdzie są sady. Tkam to, co tam widzę. Jednocześnie inspiruje się tym, co było tradycyjnie wzorem w tkaninach, obecnych w naszym regionie – Janowie – od połowy XIX wieku. Jest to bardzo długa historia. Ja lubię wracać i nawiązywać do tych tradycyjnych wzorów, które są wyznacznikiem świetnej jakości minionych czasów.

Czy było kiedyś tak, że Pani chciała tworzyć nie w domu, tylko, na przykład, nad jeziorem lub na łonie natury?
Tego nie da się zrobić w ten sposób. Nie mogę się rozłożyć w dowolnym miejscu, jak na przykład malarz. Mam zupełnie inny warsztat, pracownia nie jest aż tak mobilna. Ze spaceru czerpię inspiracje. Kiedy widzę pływające łabędzie i postanowię, że je wytkam na dywanie, muszę wrócić do domu, bo tylko tutaj w pracowni mogę dopiero zabrać się do pracy.

Jak Pani ocenia swoją karierę, od momentu opuszczenia pracowni teściowej?
Powiem szczerze, że całkiem dobrze mi wychodzi ta praca. Zaczęłam samodzielnie tkać w kwietniu 2013 roku. Tego samego roku, we wrześniu, mój pierwszy duży dywan wziął udział w konkursie. Zajęłam drugie miejsce! To było duże zaskoczenie dla wszystkich tkaczek z okolicy, że tak szybko i dobrze mi poszło. W następnym roku już wygrałam konkurs. Od tamtej pory zebrałam kilka pierwszych miejsc. Było mi bardzo miło, że konkurując z paniami, które mają doświadczenie kilku dekad, mogłam wygrać. Wydaje mi się, że jestem dobra w tym, co robię.

Wygrywała pani dzięki młodości, a co za tym idzie, świeżości wzorów?
Ten pierwszy dywan był rzeczywiście raczej nowoczesny, na tle naszej tradycyjnej sztuki i wzorów. Przyznam jednak, że ogólnie, moje prace nie odbiegają aż tak bardzo od kanonów. One są raczej podobne, oczywiście każda z tkaczek ma swój styl pracy. Dokładnie nie wiem, czym komisje się sugerują. Na pewno kolorystyka, forma, odpowiednia wielkość, wzornictwo, kompozycja czy dobry układ są ważnymi elementami w tej pracy. Chyba jest dobrze, skoro wygrywam konkursy.

Od kilku miesięcy kultura cierpi z powodu pandemii. Jak Pani przeżywa ten okres?
Tak ogólnie, myślę, że jest to ciężki okres dla twórców. Zostaliśmy odcięci od naszych odbiorców, od ludzi, którzy przyjeżdżali do pracowni, zobaczyć jak wszystko powstaje. Nie mamy możliwości wyjazdu, żeby pokazać swoją twórczość, a wszystkie jarmarki, festyny zostały odwołane. Sytuacja jest dosyć trudna, z powodu naszego specyficznego cyklu pracy. W okresie zimowym przygotowujemy się do letnich imprez. Za tym idą konkretne koszty.

Czy jakakolwiek pomoc dla twórców dotarła do Pani?
Pomoc od Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego dotarła do mnie i okolicznych twórczyń. Nie było żadnej pomocy od gmin, samorządów czy innych instytucji.

Czego oczekiwałaby Pani od instytucji czy firm, które chcą pomóc twórcom ludowym?
Doraźna pomoc jest w tej chwili najbardziej oczekiwana. Mam na myśli pomoc finansową, bo twórcy nie mają z czego żyć. Poza tym bardzo ważna jest promocja naszych prac. Tu potrzebujemy szerszego wsparcia, aby ludzie dowiedzieli się, co tu tworzymy. Chodzi mi o wsparcie od samorządów, bliskiego otoczenia, które zna i rozumie nasze realia. Wiemy, że z pomocą z centrali bywa trudniej, poza tym centrala nie może wszystkim pomóc. Władze naszej gminy interesują się naszym rękodziełem i udzielają nam wsparcia, aczkolwiek chciałabym, żeby to wsparcie było jeszcze większe. Chciałabym także żeby, w jeszcze większym stopniu, władze lokalne pomagały w rozwoju aktywności twórczej i promocji lokalnej sztuki ludowej.

Rozmawiał Mamadou Diouf
Fot. Iza Dąbrowska