Koło Gospodyń Wiejskich Półwiosek Stary Gmina Ślesin. Koło istnieje od 1958 roku. Początkowo liczyło 16 członkiń, w tej chwili zrzesza 49 osób. Od 2019 roku jest zarejestrowane w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Panie specjalizują się w pleceniu wieńców dożynkowych, z którymi wygrywają dożynki gminne, powiatowe, a nawet wojewódzkie. Zajmują się organizacją różnego rodzaju imprez rodzinnych, jak Dzień Dziecka, Mikołajki, spotkania wielkanocne. Tradycją jest również kwietniowe sprzątanie lasów i remizy strażackiej w ramach Święta Ziemi. Każdego roku urządzają uroczyste obchody Nocy Świętojańskiej dla wszystkich KGW z Gminy Ślesin, w których uczestniczy burmistrz Mariusz Zaborowski oraz zastępca burmistrza Urszula Bachera, która od wielu lat koordynuje działania KGW w gminie. Podczas spotkania odbywa się konkurs na najpiękniejszy wianek świętojański oraz na najpiękniejszy wianek na głowę. Koło bierze udział w wielu festynach, festiwalach i dożynkach, na których prezentuje znakomite potrawy, jak: gęś pieczona z kaszą gryczaną, pierogi z gęsiny, ciasto drożdżowe czy rogaliki sołeckie.

Koło specjalizuje się miedzy innymi w przyrządzaniu potraw z gęsiny. Skąd pozyskują Panie surowce?
Zaopatrujemy się zawsze u lokalnych, sprawdzonych dostawców. Nigdy nie kupujemy produktów w sklepie. Szukamy, gdzie ktoś coś chowa gęś czy kaczkę i kupujemy bezpośrednio od rolnika. Pozyskany w ten sposób produkt, ma nie tylko najwyższą jakość, ale również bogate walory smakowe.

A skąd pochodzą receptury?
Wszystko to dania tradycyjne, od babć. Chociaż pozyskać takie przepisy nie jest łatwą sprawą. Starsze panie pilnie strzegą sekretu swoich receptur, nie chcąc się nimi dzielić. Jak są organizowane różnego rodzaju konkursy, to żadna z nich nie chce ujawnić tego ostatniego tajnego składnika, który decyduje o zwycięstwie. Musimy uciekać się do różnego rodzaju „sztuczek”, żeby zdobyć przepis np. organizujemy warsztaty i w ferworze gotowania zdarza się, że mimochodem tajemnica zostanie odkryta. Ale mimo wszystko to bardzo mozolna praca.

Może warto by było wydać książkę kucharską?
Została już wydana książka kucharska z przepisami tradycyjnymi zebranymi ze wszystkich Kół naszej gminy. Można ją dostać w Domu Kultury. Zawarte w niej przepisy były wybierane bardzo skrupulatnie. Część z nich to wynik pracy uczestniczek warsztatów kulinarnych, a część to potrawy, które zwyciężyły w lokalnych konkursach. Są tam przepisy na całe dania: przystawki, zupy, dania główne, desery i kompoty.

Okolice Ślesina słyną z legend o gęsiach. Mogą panie coś na ten temat powiedzieć?
Symbolem naszych okolic jest gęś. Znajdujemy się na pograniczu Wielkopolski i Kujaw. W XIX wieku był na tych terenach zwyczaj hodowli gęsi. Gęsi były przepędzane na duże odległości do komór celnych. Najbliższa była albo w Strzałkowie, albo w Anastazewie. To jest około 30-40 km od naszej miejscowości. Aby gęsi pokonały takie odległości to trzeba je było „podkuwać”. W tym celu przepędzało się je przez ciepłą smołę, taki lepik, a potem przez żwirek. W ten sposób na ich nogach tworzyły się pewnego rodzaju buty, odporne na ścieranie, które zabezpieczały ich łapy.

Kto zajmował się przepędzaniem gęsi?
Gęsiarz albo inaczej ochweśnik. Był to pan ubrany w surdut, portki i czapkę z daszkiem. Często towarzyszył mu pies, który pomagał w kontrolowaniu stada. Ochweśnik miał też długą laskę zakończoną haczykiem, którym łapał niesforne gęsi oddalające się od stada. Ten proceder przepędzania gęsi trwał do początku XX wieku, bo okazało się, że to był bardzo dochodowy interes. Bo tych gęsi tak naprawdę odstawiało się w tysiącach i zarabiało mnóstwo rubli, więc funkcjonowało to wszystko bardzo dobrze. W czasach I wojny światowej i krachu gospodarczego większa część gęślarzy wyemigrowała i hodowla gęsi się zakończyła.

A jak wyglądał wtedy handel gęśmi?
Żeby ochweśnicy sprzedawali dochodowo te gęsi wymyślili swój własny język, gwarę ochweśnicką, która była niezwykle skomplikowana. Połączenie języka czeskiego, staropolskiego, jidysz, rosyjskiego. To gwara zamknięta, nie zrozumiała dla osób z zewnątrz. Tym specjalnym językiem posługiwali się podczas negocjacji z klientami, by zyskać dobrą cenę. Może przytoczę próbkę: „Jak ci przyjardole skutro to ci popsuje jaki osior przytaskałem”, co oznacza – „Jak przyjadę jutro ci opowiem jaki towar przywiozłem”. Nadal używamy słów, których w żadnym innym miejscu się nie spotka. Na gęsi mówimy „agaty”, na pieniądze – „hopki”, na dziewczyny – „karygi” na chłopców –„skicioki”, na jezioro – „dyla”, na kościół – „syndzioł”, na targ, rynek – „kielec” .

Tradycje chowu gęsi w regionie całkowicie odeszły w zapomnienie?
Teraz już hodowli gęsi nie ma, ale jest za to ogromy przemysł pierzarski., bardzo wysoko rozwinięty. Skupowane jest pierze z całego kraju, które jest tu sortowane, prane. Na naszym terenie funkcjonują zakłady krawieckie, które wykorzystują ten surowiec do szycia kołder i poduszek. Produkty te cieszą się dużym zainteresowaniem nie tylko w kraju, ale i za granicą. Znajdują nabywców w Japonii, Niemczech i Skandynawii. To naprawdę wysokiej klasy wyroby.

W jaki sposób dowiedziały się panie o szkoleniu „tradycyjna Gęsina Wiejska”?
Pierwszy kontakt z Instytutem miałyśmy podczas wybuchu pandemii za pośrednictwem profilu na facebooku. Zbieraliście wtedy zdjęcia, które pokazywały jak Koła Gospodyń Wiejskich pomagają w tym trudnym dla wszystkich czasie. Wysłałyśmy też swoje fotografie, jak szyjemy maseczki i tak się zaczęło. Potem już śledziłyśmy wasze inicjatywy i w ten sposób dowiedziałyśmy się też o szkoleniu.

A jak wrażenia po szkoleniu?

Bardzo fajnie, dobrze zorganizowane. Dowiedziałyśmy się wielu nowych rzeczy, np. jak się trybuje gęś, bo zawsze chciałyśmy to zobaczyć. U nas zawsze zajmują się tym 2-3 osoby starsze Jednak robią to w domowym zaciszu, więc trudno podpatrzeć. Interesujący był też wykład dotyczący chowu gęsi, jak to wszystko powinno wyglądać w warunkach przydomowych, jak je karmić, w jaki sposób pielęgnować.

Bardzo dziękujemy za rozmowę i liczymy na współpracę w przyszłości.

Rozmawiały: Joanna Szymańska-Radziewicz i Aleksandra Szymańska